

![]()

"Wrona"
Coraz ciężej mi. Nie wiem jak to napisać. Mam ogólny koncept, czyli myśli poukładane w pewną całość, w której potrafię się odnaleźć, lecz szukam "wyrazu" długi już czas. Na przestrzeni tylu dobrych lat zatraciłem (nie wiem) pewną idee sensu tworzenia. Brakuje mi tej idei, wielce. Zagłębiłem się powoli, raczej standardowo. Nie wyglądało to jakoś ekstrawagancko. Teraz jest to klasyczny przykład encyklopedycznego "nałogu". Dziwie się w tym Momocie, że piszę te słowa przysłowiową "lekką ręką". Wcale nie wydaje mi się lekka. A raczej ciężka od dźwigania tak wielkiego wstydu w jaki sam z pełną trzeźwością zagłębiłem się. Próbowałem już raz to napisać latem, ale nie udało się. Bałem się, lub nie chciało mi się, sam już nie wiem o co chodziło. I kulałem z dnia na dzień. Kulałem nawet dzisiaj. I boje się, że już jutro w szkole zacznę znowu kuleć. A ja tak bardzo tego nie chcę z mojego punktu filozoficznego. Mam tak bardzo dobrze ugruntowane stanowisko myślowe, ale w praktyce ginie ono jak każda marna myśl płodu dziennego. I o co w tej zagadce chodzi. Czemu ja chcę przestać, choć tego nie czynię. Czemu jest to tak banalny, i standardowy temat. Czemu muszę się kompromitować tak klasycznym i niemalże nieuniknionym problemem (o zgroza) nałogu. Boję się nawet napisać tego słowa. Mój mózg na tyle się wykrzywił psychicznie, że chciałem to słowo ukryć w ogóle. Napisać go w jakiejś aluzji, lub grze słownej. Rozumiesz sleo. Boje się powiedzieć, i nawet ułożyłem podświadomy plan uniknięcia wstydu. Przecież to żałosne. "Największym inwalidztwem człowieka jest strach". Ale ja właśnie posiadłem ten strach. Bo wyobraziłem sobie następstwa. Tak mało znajomych, a tak duży wstyd. Nie chcę w ogóle o tym pisać, jak teraz o tym myślę. Już miałem wyrzucić te słowa. I znowu kuleć. Bo chyba lubię tak utykać. Za szafą, w Tarnowie, na strychu, w łazience, na balkonie, w pokoju, na polu, za paką, na moście, na fotelu, przed komputerem... Taki sobie klimacik stworzyłem. Że widzę w tym smak... Czuję się fałszywy, tworząc otabace... Dlatego nie tworze. Przez tak długi czas nie tworze i nie tworze. Wyrwałem spory kawałek sensu mojego istnienia. Może wydać się to śmieszne, że człowiek młody mówi o sensie istnienia. Sens możemy nazwać ideą. Jeśli tamten wydał się zbyt emfatyczny. W ogóle teraz moje położenie wydaje się straszliwie egoistyczne. Po co o tym piszę. Kto o tym chce słuchać. Chyba ja sam sleo. Tak to tylko dla mnie. O zgroza egoizm. Nawet teraz nie jestem świadom mych myśli. Chciałby o tym zapomnieć. Nie chciałbym nikogo w koło. Zamknąć się gdzieś. Nie widzieć tylu znajomych wron. Nie chcę tego. Bo one zabijają mnie. Mój sens. W tak łatwy sposób poddaje się. Tak łatwo zabijam się z dnia na dzień. Świadomie ukryty, zawstydzony, skompromitowany, fałszywy egoistyczny, obłąkany.... Papierosy. Czemu to ja. Czemu wpuściłem je do domu. Do swojego domu. Jak można być tak wielkim głupcem, wpuszczając je do siebie. Nie chcę ich dotykać, nie chcę na nie patrzeć, nie chce ich wąchać... Nie chcę ich.
Zdradziłem sam siebie. Oszukałem sam siebie śmiejąc się jowialnie. Byłem jowialnym głupcem. "Byłem" cha! To jest żałosne. W ogóle te rozważania, te problemy... Kompromitujące, wyświechtane (przez mnie) "Ja". Nie chcę mi się tego czytać. Tak bardzo mi wstyd. Przepraszam każdego kto to czyta. To bez sensu. Ale jednak czuje w dalszym ciągu (czułem to długi czas), pewne zobowiązanie do wyjawienia tej sprawy. Musiałem to zdradzić, bo nie mogłem już wytrzymać. Żyć tak fałszywie. Nie uznaję tego. Nie będę tworzył kultu tabaki będąc owładnięty inną namiętnością. Dawno temu, na samym początku wykluczyłem współżycie tych dwóch spraw. I teraz nie mogę zezwolić - nie to niemożliwe by one współżyły. Dla mnie to dwie inne "opowieści" i ja sam na pewno nie będę bohaterem w obu przypadkach. Muszę wybrać. O kurwa to jest całkiem żałosne. Przez to głupie mniemanie o sobie, wydaje mi się to żałosne. No tak to przynajmniej pojmuję. Przepraszam jeśli kogoś zawiodłem (m.in. sleo), że stałem się pozerem. Chciałbym tydzień być sam. O jak bardzo. Chciałbym to powoli zakończyć, choć sam za bardzo nie wiem jak...
Nie będę tworzył otabace jeśli będę palił. To było by zbyt fałszywe. Przepraszam, że ten artykuł powstał. Ale być może byli tacy, którzy czekali na jakieś słowa... sam czekałem. I to dla nich te słowa. Tak "dobry" zawodnik nie wykrusza się z dnia na dzień "ot tak" ... Nie myślcie w ten sposób. Ten zawodnik zaczął grać w strasznej lidze. W lidze wron. (Jeśli wejdziesz w wrony, musisz krakać jak one). Ten zawodnik stracił formę, gdy jego przyjaciele z grupy poszerzali umiejętności. Spalony! Robili piękne transfery na arenach zagranicznych. A ja patrzyłem na tylu pięknych nowych "zawodników" nigdy wcześniej nie widzianych i odpadałem... Spalony! Sam kupowałem sobie punkty karne. I sam patrzyłem jak żałośnie odpadam. Spalony! Czemu wówczas byłem tak bardzo jowialny. Czemu nie zmarszczyłem czoła jak mój brat. Spalony! Czemu pozwoliłem się zgwałcić, śmiejąc się przy tym... Spalony! Zbrzydła mi sława, te miliony, te profity, ta stałość... Teraz tęsknie za starym boiskiem z powbijanymi patykami... Spalony!
Za niczym więcej. Chciałbym zwyczajni pograć od nowa. Świeżo, bez tego łba zgrzanego. Tak jak dawniej w cztery osoby... nikogo więcej. Boje się, że nie dostanę kontraktu. Od samego Siebie i od innych. Boję się, że będą na mnie krzywo patrzeć, po takiej strasznej kontuzji. Ale strasznie chcę grać od nowa. Choćby na ławce karnych. Jak najdalej od wron. Nie chcę ich. Choćby to miało oznaczać całkowite odosobnienie, odejdę od nich! Nie nawiedzę ich. Czuję się jak szmata.
Muszę koniecznie iść na boisko. Muszę zacząć ćwiczyć, bo inaczej zginę. Tylko trening w osamotnieniu mi został. Obyśmy się zobaczyli w przyszłości. Na razie kompletny azyl. Oby...
...Kiedyś rzucę to wszystko, i wyjdę rano wyjdę po chleb, wtedy na pewno poczuję się lepiej, zostawię za sobą ten zafajdany świat! Napełnię olejem pustą głowę, i wrócę tam na aleję pełną róż...