

...na wspomnienia mi się zebrało. Jakiś czas temu stwierdziłem, że miło by było zażyć coś nowego. I w ofercie pewnego sklepu internetowego znalazłem kilka gatunków Wilsonów. Oczywiście skusiłem się. Na pierwszy ogień padły Vanilla, Rum & Blackberry oraz opisywana tu Raspberry. Pamiętam dobrze, jak złożyłem zamówienie i z jaką niecierpliwością wyczekiwałem na jego akceptację. Co chwila sprawdzałem swoje konto e-mail, a tam pustka. Minął dzień - nic z tego. Drugiego dnia, pod wieczór, zrezygnowany udałem się na długi, wiosenny spacer... i cały czas myślałem tylko o tym, co było tak blisko, a jednak wciąż nieosiągalne. Wróciłem do domu, sprawdziłem skrzynkę - jest! Jest akceptacja! "No, chłopie" - pomyślałem - "teraz nie pozostaje nic, tylko czekać! Dwa, trzy dni i przyjdzie listonosz!". Zasnąłem...
Godzina 8:30, dzwonek do drzwi. "Nie, to być nie może" - pomyślałem zaspany. Aż tu nagle drzwi do mojego pokoju się otwierają, wchodzi przerażony ojciec i rzecze: "Przyszedł listonosz z jakąś paczką! I... i chce od ciebie jakichś pieniędzy!". Wyskoczyłem niczym oparzony i już byłem szczęśliwym posiadaczem przesyłki. Mimo, iż była szczelnie zamknięta, jakiś intensywny zapach wypełnił mój pokój. To był właśnie WoS Raspberry. Pierwsze, co rzec by należało przy tej okazji, to fakt, że malinka bardzo wyróżnia się spośród pozostałych braci. Zdecydowana większość tabak Wilsons of Sharrow charakteryzuje się stłumionym aromatem. Z malinką jest jednak inaczej. Jej zapach nawet przed otwarciem tabakierki jest tak intensywny, że mogą nim nawet przesiąknąć przedmioty leżące obok! Zaznaczyć należałoby, iż aromat jest jednocześnie bardzo przyjemny i niesie z sobą dużą dozę świeżości. Ale nie ma róży bez kolców - za Chiny Ludowe nie zgadłbym, że mam do czynienia z maliną!
Pora na otwarcie. Malinka jest tabaką mocno zmieloną - jak każdy WoS. Lecz pojawiają się kolejne cechy wyróżniające ją wśród rodziny. Mianowicie - duża wilgotność oraz barwa - jasny brąz lekko przechodzący w czerwień. Bardzo ładnie się to prezentuje, trzeba przyznać! Posypane...
Aaaaaa! Więc to jednak tabaka malinowa! Tylko, że te malinki schowały się za sporą dawką mentolu. Okazuje się również, iż aromat nie jest wcale tak intensywny, jak mogłoby się wydawać. Potrafi gościć w naszych nozdrzach bardzo długo, ułatwiając (i umilając, rzecz jasna!) oddychanie. Zapewne niektórym z was nasuwa się pytanie, jak się ma WoS Raspberry do Ozony. Cóż... Są to zupełnie różne tabaki, każda z nich reprezentuje inną tabaczaną kulturę. W produkcie WoS'a nie znajdziecie tej soczystości, która jest tak charakterystyczna dla Ozony. Z drugiej zaś strony zażycie tabaki tu opisanej niesie z sobą niesamowitą moc. Tak! WoS malinowy jest tabaką bardzo mocną! Zaryzykuję stwierdzenie - to najmocniejsza tabaka owocowa, jaką miałem okazję kosztować. Choć to tylko subiektywne zdanie. Na pewno nie należy do rodziny tabak, w których się można zapomnieć. Od razu okrywa się bez ogródek, jakby dając do zrozumienia: "bierz, albo rzuć". Dlatego jest dobra na zażywanie od czasu do czasu - najlepiej w miłym towarzystwie. Zażywana na co dzień, może, miło swojej świeżości i ciekawego kolażu malin i mentolu, szybko pójść w odstawkę.
Na pewno znajdzie wielu wielbicieli, szczególnie wśród osób narzekających na zbyt stłumiony aromat innych WoS'ów. Naprawdę warto spróbować!