

![]()

czyli rzecz traktująca stwora o imieniu "Otabace" rzeczowo i pilnie spisana.
Witam państwa - jam jest sleo. Biorę na barki swe zadanie - zbadania struktury psychicznej naszej kochanej ekipy otabace. Zajrzę w jej trzewia i wydobędę na wierzch wszelkie jej wrzody jak i środki nas pobudzające. Chwyciłem pióro z wielką chęcią ponieważ ostatni okres obfitował w abstynencję tfu-rczą. A może to ta zdradliwa wena ...? Tak czy siak jestem wesół niezmiernie, że palce me mogą nareszcie poczuć ciepło metalu pióra. Tekścik ten płodzę zainspirowany wieloma faktami, może to trochę dziwić że po "tylu" latach działania dopiero teraz określa się "dywizjon". Artykulik ten ma także nas wspomóc przed mnożącymi się uwagami co do poprawności politycznej jak i do aktualności informacji przez nas prezentowanych. Zaczęło nam to lekko zachodzić za skórę - no może nie wszystkim - lecz mnie na pewno (między innymi dlatego ja to pisze, a nie np. Wel), a że zabolało mnie to, muszę "odwinąć" jak tylko umiem, bo nie chcę tworzyć między nami tych nieszczęsnych węzłów pana Zygmunta. Przedstawię wam otabace od trochę innej strony - od wewnątrz. Kolejni "ignoranci" i osoby niepoinformowane, będą z całą przyjemnością odsyłane do tegoż wywodu. Teraz za to otabace będzie tańczyć, a w miarę podnoszenia się temperatury - zrzucać z dziką rozkoszą kolejne ciuszki jakimi się przystroiła by na końcu zaprezentować cały powab swego jakże kształtnego wnętrza...
Trzeba wam wiedzieć, że otabace to przede wszystkim grupa twórców. Tak - to przede wszystkim. Ludzie którzy nie potrafią wysiedzieć spokojnie gdy coś w środku ich korci. Coś nie daje spokoju, miota człowiekiem po wszystkich kontach, aż w końcowym rezultacie doprowadzi do splotu wielu czynników - i tak rodzi się coś nowego. Słowo "kreacja" to w naszej grupie ważny termin - na tyle ważny, że dzięki jemu funkcjonujemy cały czas.
O nim jeszcze wspomnę w dalsze części mego afiszu, na razie jednak pochyle się nad poprawnym określeniem naszej grupy. Zadanie to wielce trudne, ponieważ siedzę tu tylko Ja, w mym magicznym pokoju i nie ma za mną Grzegora, nie ma Wela i nie ma w końcu tak bardzo pozytywnego Michała. Jestem tylko ja - 1 całości, jedno kółko z kawałkiem zawieszenia - przejawia ono jednak szczególne predyspozycje do jazdy indywidualnej... Lecz zauważyłem ten niesamowity fakt istnienia - cztery kółka - jeden pojazd - otabace. Tak właśnie to my. Każdy z nas to dana osobowość, którą uwierzcie mi trudno zdefiniować, lecz nie wiem jakim cudem te cztery żywioły stanowią całość, nie raz niedostrzegalną. Jednak jesteśmy. Artykulik ten nie ma za zadanie przedstawić nas w świetle reklamującym jako tzw. Twórców, bo jak sami wiecie hołdujemy strefie, gdzie światło jest rzadkim gościem. Ma natomiast wytłumaczyć pewne fakty które towarzyszą naszej przygodzie - faktom które tworzą OTABACE.
1. Subiektywizm - Nasz twór jest przesiąknięty nim po wszelkie jego zakamarki. Wynika to ściśle z sylwetki twórczej charakteru części składowych. Dobry twórca - kreator - nowo myśliciel - to człek obdarzony indywidualizmem. A indywidualizm ciągnie ze sobą niezmordowanie subiektywizm. Myślę ponadto, że dwa te pojęcia to niemalże jedność, że jedno nie może występować bez drugiego, jak i odwrotnie. To ciekawe, ale nigdy nie mieliśmy w swym zwyczaju ustanawiać zasad gry tuż przed zabawą. Nikt nie myślał i nie był w stanie przewidzieć jaki kształt osiągnie w rozwoju "otabace" i po dzień dzisiejszy nie wiemy jak to się dalej potoczy. To wynika samo z się. Dlatego nikt tu nie zabiega "świadomie" o to by dopaść prawdę i chwycić ją za pióra! Nikt tu nie poddaje tabaki badaniom chemicznym które odkryją jej "prawdziwe" składniki które wpływają na jej wygląd zapachowy... Każdy czuje po swojemu - każdy jest tu innym bytem - i być może każdy z nas inaczej odczuwa zapach moreli ukryty w rozciągłości brązowej przestrzeni. Uważam to za piękny fakt. Fakt który zawsze był dla mnie zapłonem do działania. Czy tym sposobem odkrywamy prawdę? Stan faktyczny, składniki, gatunki, mieszanki itp. ? Nie wiem - zresztą nie zastanawiamy się nad tym świadomie. Być może leży to w naszej podświadomości, że staramy być się prawdomówni - lecz siła indywidualnego charakteru bierze górę (chwała jej za to) - i stajemy się w tym momencie kreatorami, którzy mówią sami za siebie - jak to czynią ? To też tylko i wyłącznie sprawa indywidualna. Określę to tak - "Poszukujemy metafizycznego oblicza tabaki - nie koniecznie prawdy o niej". Tabaka była i będzie dla nas tajemnicza - to dzięki tej zalecie możemy tworzyć i dzięki temu istniejemy.
2. Informacje (sic!) Już po pierwszym rozwinięciu wątku mam pewne wątpliwości (wyrzuty?), że mówię niejako za wszystkich... Ale to odczucie tylko i wyłącznie potwierdza rzecz rozważoną tam u góry. Dlatego jestem przekonany, że pewne inne spojrzenie na ten artykuł mają (i będą mieć) moi przyjaciele - cóż ktoś musiał to zrobić. Dlatego będę się starał pisać ostrożnie, by nie utracić jasności przekazu. Informacje - a raczej niechęć do nich. ("Niechęć" to być może zbyt ostre słowo, lecz posiada pewien koloryt który mi odpowiada najzupełniej). Otabace nie jest dziennikiem informacyjnym - proszę to sobie zapamiętać! By nikt nie wyciągał później na wierzch tych zakrwawionych bebechów zwanych potocznie informacjami. Jeśli są to użyte niejako z dobrej woli. Wynika to z pewnej precyzji i pilność, a także szacunku dla Was. Jednak nikt z nas nie jest zaślinionym dziennikarzem biegającym z zaślinionym notesikiem, zbierającym zaślinione informacje, np. o tym czy na dworcu kolejowym "Częstochowa osobowa" tabaka Gletscher Prise jest tańsza od tabaki na stacji "Ciężkowice Boguniowice". Ja osobiście brzydzę się faktami i informacjami! Uważam że wpływają one bezpośrednio na pogorszenie się materiału prezentowanego - w tym wypadku opisów tabak. To dla nas świętość. Oczywiście może pogodzić twórczość z informacjami, dobrym przykładem może być tu taki geniusz jak E. Kretschmer, który potrafił zespolić te dwa żywioły opisując swe badania. By nie zrozumiano mnie źle, nie wyrzekamy się prawdy będącej informacjami o danej tabace, lecz staramy się nie przesadzać w dozowaniu owych "prawd rynkowych", które w końcowym rezultacie doprowadziłyby do całkowitej śmierci metafizyki, co pociągnęłoby za sobą destruktywny spadek poziomu jakości literackiej tekstów. Ot co. Informacja to bardzo niebezpieczna tortura moi kochani - do dnia dzisiejszego jesteśmy chłostani za owe "niezbędne" i tak lubiane informacje. Całe plecy pokryte są sińcami od tych wszystkich "dobrodusznych" którzy tylko tak dla dobrej woli, i często "przypadkowo" napomykali w swych wypowiedziach o tym, że otabace prezentuje nieprawidłowości w systemie informacji. Ile razów (batów) nasłuchaliśmy się: "A wcale że nie, bo ja mogę to kupić, a wy mi tu piszecie, że wcale, że nie." Lub że: "W artykule pisze, że nie można kupić ozony, a u mnie Koziej Wólce obok piekarni jest!" A te kwiatuszki nie mogą niestety zrozumieć, że jak dziergało się pewne święte opisy z pochylonym czołem, to większość tabak nie było dostępnych nawet w Warszawie czy Krakowie, a nie w Koziej Wólce. Lecz cóż - informacje to tortury, baty będą świszczeć. (To ciekawe że w naszym pięknym kraju jest tak wielu masochistów siedzących o 17:00 , 19:00 , 20:00 , 22:00 i czort wie kiedy jeszcze pożerając te smakowite kawałki padliny zwanej informacjami - nie dziwmy się później kondycji owych "poinformowanych" w wszystkich gałęziach - pseudointelektualistów!).
To, że w danym tekście znalazła się informacja co do pewnych produktów, wynika tylko i wyłącznie z pewnej zasady chwili... Każdy jednak tekst (niestety nie jest ich wiele - cóż ewolucja odcisnęła tu piętno) jest mały dziełem literackim, prozą życiową. I czy będziecie wypominać dajmy na to panu Witkacemu za to, że pisząc swój artykuł "O goleniu się" wychwala niezastąpione maszynki "Allegro" po 28 zł, a teraz jeśli w ogóle istnieją cena się zmieniła, tekst jednak pozostał i doczekał się publikacji. Otabace to nie wysypisko informacji, jeśli już jesteście kolekcjonerami tych parszywych świecidełek, myślę że nie zawiedziecie się podróżując po galaktyce... Kończę ten podpunkt wspominając świętą prawdę - Otabace to nie dziennik informacyjny!
3. Internetowy chłam - do którego Otabace z pewnością nie należy i należeć nie będzie póki ja żyć i współtworzyć będę tą piękną córę czterech mężów. To że tworzymy i kreujemy Otabace na łamach internetu to kwestia wymuszonego poniekąd wyboru. Zauważam co prawda wielkie zalety tego medium (w końcu to się narodziła - Ona) to chcąc być szczery - odpowiada nam przekaz bardziej "klasyczny" tzn. Analogowy. O jakże było by pięknie wydawać zeszyty "Otabace" lub spisać całość w jedną księgę (co z pewnością kiedyś musi nastąpić). Lecz internet to jednak medium w którym da się wyrzec prawie do minimum śmierdzącej polityki rynku i działać niemalże w cudownej anarchii. Kolejną zaletą są na pewno gildie do których łatwiej dotrzeć i łatwiej zebrać w jedną całość, choć i w tak niski procent wkradają się często kretyni - ale to już kolejna wada. Być może dostrzegam zbyt wiele wad tego medium to jednak nie jestem zbutwiałym, ortodoksyjnym bucem którego horyzont sięga na długość ręki.
Musimy w tym miejscu przerwać debatę nad wadami mój kwiatuszku ponieważ istnieje możliwość zapędzenia się w bardzo powikłany labirynt. Podpunkt ów ma za zadanie określić jak Otabace ma się - na jakiej płaszczyźnie się znajduje względem internetu. Bo to bardzo ważne, jeśli się jest już domownikiem dżungli warto by wybrać nazwę drzewa z którego w wesołym kołysaniu zwisa osiem nóg. Musimy pewno posłużyć się terminologią obowiązującą w owej dżungli - choć nie koniecznie... Nazwa serwis kwiatuszki miłe to niezbyt trafne określenie dla takiej działalności jaką uprawiamy, nie chodzi mi nawet o aktualizacje, o których będzie jeszcze mowa, lecz o samą terminologie. Troszku pokory i nic więcej. Choć zdarzyło się przez nieuwagę, że sami się tak pewnie gdzieś tam nazwaliśmy (za co przepraszamy) to zapewniamy tu i teraz, że żadnym serwisem nie jesteśmy. Śmieszą mnie naprawdę ludzie, nad którymi także ubolewam (cóż poradzić - dualna dusza) którzy nazywają swoje "stroniczki" serwisami! Cóż pewnie mają ku temu pewne powody, a i dobrze to brzmi i prezentuje się w wyszukiwarkach internetowych. Dla mnie serwis poświęcony tematyce tabaczanej to rzecz niemalże awykonalna.
Zainteresowanych odesłałbym najlepiej do pana Zeldmana, który w przemiły sposób prawi o Internecie. Nazwałbym Otabace "blogiem", ale to straszne słowo i już żałuję, że je postawiłem, może by tak "strona domowa" - o to ostatnie jeszcze się broni. Bo to pewien mały domek, z czterema łóżeczkami - gdzie stoły i ściany zawalone są masą przeróżnych tekstów. Krystalizując myśl Otabace, to Dom w którym podobnie jak u Stachury drzwi są zawsze otwarte. Niezależnie od gości - drzwi są zawsze otwarte - my się tam po prostu zamelinowaliśmy i czasem coś tam napiszemy, ściany pomalujemy, porozmawiamy z gośćmi i tak nam płynie nasz żywot cudowny na tej gałce kulistej co się po niej ślizgamy. Niekiedy jedynie człowiekowi spokój wewnętrzny burzy w jednej chwili taki pan lub pani, co wejdzie, butów nie ściągnie i brudzi po wszystkim. A bo tam jest ó, a tam widzę er-zet, a znowu tam jest napisane, a tam znów pisze, no i znowu nie ma ogonka i średnika, a kolor ścian mi się nie podoba. Uszanuj kwiatuszku ten Dom bo Dom szanuje Ciebie.
4. Aktualizacje - załatwmy już te śmierdzące elektroniczne sprawy. Sprawa aktualizacji naszej córy to nic innego jak podarowanie jej nowej sukieneczki czy np. apaszki albo czasem jakiś pantofelków. Dajemy jej to od siebie, a ona porusza się w tym powabnie czas jakiś, póki jej się to nie znudzi - wówczas odkłada to do szafy do której macie przecież wgląd. Myślę, że dobrze ją wychowujemy, czasem boje się że jesteśmy za dobrzy i lekko ją rozpieszczamy, ale to nie może być prawdą. Ostatnim czasem lekko ją zaniedbaliśmy do czego musimy z poniżonym czołem i wzrokiem biegającym po bruku przyznać się najszczerzej. Ale tak to już jest - jesteśmy dobrzy dla niej ponieważ ją kochamy, a jeśli czasem o niej "zapomnimy" to nie żebyśmy się na nią gniewali czy coś, wynika to raczej z niezdarności, która wpisana jest niejako w naszą naturę. Zostawię jednak w spokoju to porównanie, z którym obcowałem przez pięć zdań i przyjrzę się sprawie mniej literacko. Aktualizacja to rzecz nieunikniona - dobrze o tym wiemy. Nie traktujemy jej jednak jak przymus (może raz się zdarzyło), lecz jako coś co wynika samo z naszych głębin. Może brzmi to patetycznie - jednak tak to już jest kochani. Gdybyśmy zatracili (a mamy ku temu niezwykłe predyspozycje wynikające z faktu obcowania z pewnym kolekcjonerem) tą niemą zasadę kreowania aktualizacji względem weny i nastawili się na pieprzoną ilość, a nie na jakość, myślę (choć nie jestem do końca przekonany), że poziom naszych dzieł miałby wielkie powodzenie ku temu by upaść z hukiem na pysk. Ów kolekcjoner posiada wielkie ilości tabak, które trudno w tym momencie zliczyć i ośmieliłbym się stwierdzić, że w tym momencie tych nieznanych (tzn. - nieopisanych) jest więcej od tych poznanych. Ten fakt nie zmienia jednak podejścia naszego do tabaki. Mogę nawet stwierdzić, że poprzeczka się podniosła i podnosi się wraz z kolejną tabaczką w rodzinie. Czemu ? Tak już jest kwiatuszki. Czym więcej tabak tym trudniej poznać tą jedną na tyle wyśmienicie, by móc ją opisać doskonale - lub do doskonałości się zbliżyć. Dla mnie opisanie tabaki to proces bardzo złożony - być może opisze kiedyś w jaki sposób to czynie - lecz na razie pozostaję przy zasadach podobnych jak u Kazimierza S. zapytanego na temat jego tekstów, lub pewnej firmy portretowej i jej zasad co do klienta... Pamiętajcie zasadę kardynalną Otabace - "Ważna jest Jakość, a nie Ilość". Często spotykam niestety wyznawców tego drugiego demona - łatwo ich zresztą poznać wystarczy zajrzeć do ich "serwisowych textów", gdzie o zgrozo czytam o tabace jak o nowej grze na rynku zamkniętym w kartonowym pudełku. W Polsce spotkałem tylko kilku ludzi, którzy potrafią godnie opisać tabakę i robią to w własnym stylu pisarskim. Reszta albo udaje, że pisać potrafi rozciągając tekst niemiłosiernie, licząc kolejny raz na blichtr ilości, albo płodzą nieszczęsne "recenzje", które spychają tabakę na pozycję nowego produktu w stylu gry czy kosmetyku - zgroza! Popchała ich do tego tylko i wyłącznie ślepa wiara w ilość. Dlatego kochani zrozumcie choć trochę Otabace - nie zależy nam na częstotliwości - zależy nam by przekazać wam coś zupełnie unikatowego, coś co zawiera kawałek naszej duszy i naszego ciała, coś w czym odnajdujecie ciepło, coś co emanuje pulsem, bo ma w sobie serce...
5. Kreacja - która zamknie wielość w całość. Tak postanowiłem, że póki co na tym poprzestanę. Mógłbym oczywiście kontynuować dalsze rozważania, lecz mogłoby to wydać się zbyt śmiałe jak na Otabace. Bo zaznaczyłem na samym początku, że to nie są żadne przechwałki tylko prawda przejrzysta. Pokora jednak nakazał mi o tym jeszcze raz wspomnieć. Kreacja czy też twórczość, która przewijała się przez ten tekst co pewien czas, zamyka (lub otwiera) całość. Lub całość można zrozumieć przez jedność. Wiele rzeczy wynika z owego rzemiosła, jakim jest twórczość czy kreowanie. Podchodzimy do tego w stu procentach poważnie, to jest nasz świat, nasze życie i nie poprzestaniemy na tym. To, że coś wygląda tak, a nie inaczej lub jest poprawne lub nie, wynika tylko i wyłącznie z nas samych. Większość wyborów jak nie wszystkie, to świadomy, a nawet bardzo świadomy wybór. I jeśli użyłem dajmy na to słowo "kurwa" za co przepraszam teraz i za wszystkie je, to nie dlatego, że się zapędziłem w kozi róg, (szkoda, że nie tabaczany) lub mój język kuleje na zasób słów, tyko wisiałem wiele minut nad kartką pokrytą mokrym jeszcze atramentem, zanim wreszcie po krwawej męce stoczonej ze sobą samym, postawiłam to ohydne słowo, do którego byłem już wówczas w pełni świadom. To był przykład z historii, która się zdarzyła i po której wykręcano mi uszy i kazano klęczeć na grochu za to, że wyrażam się jak podła świnia, która nie zna naszego pięknego języka... Znasz li ten kraj ? Kontentując, każdy z nas jest twórcą świadomym i tworzy Otabace z wielką pasją i miłością do tytoniu podawanego w postaci proszku, który zawrócił nam w głowach już na dobre. Dlatego miejcie tą świadomość tak łatwo stawiając kolejne słowa oceny. Poza tym Kochamy Was wszystkich. Dziękuję tarzając się po bruku jak kundel w reakcji zapachowej na kiełbaskę, którą wyczuł, za to że Jesteście i pomagacie nam w trudnych okresach. Wiele razy dzięki wam chwytałem kolejny raz za krótkopis* (*określenie Stachury) i po prostu pisałem. I tak było tym razem - to dzięki wam powstał ten jakże pikantny artykulik czy też felieton. Tak naprawdę chciałem wam przybliżyć nieco Otabace - ten stwór którego chyba nigdy nie zdołam rozebrać do samego końca. Może to i dobrze.
Żeby zrozumieć Otabace w pełni musiało by się wiele namęczyć. Są pewnie tacy którzy idą z nami od samego początku i najbardziej nas znają. Dlatego artykulik ów wraz z wiedzą nabytą ukaże im nas bardziej wyraźniej, kontury staną się regularniejsze. Tym którzy wchodzą do naszego domku pierwszy lub dziesiąty raz może nieco zdziwić ... Możecie jednak odsyłać do tego tekstu (co i ja czynić będę) Tych wszystkich którzy mają przeróżne wątpliwości co do treści i innych takich. Rzadko kończę tekst pozdrowieniami, ponieważ uważam że owo sformułowanie jest bardzo nadużywane i nie ma w sobie już tej "mocy", chciałbym jednak was pozdrowić co czynię z tego miejsca. Pozdrawiam czytelników z serca i prawdziwie.