


"Chłop co nie zażywa, baba się nazywa".
Oczywiście moi drodzy nie będę tutaj nawiązywał do kolejnej bezsensownej potyczki miedzy kobietami, a mężczyznami. Powyższe zdanie to powiedzenie kaszubskie. Kaszuby zaś leżą na północy polski, w okolicach Gdańska. Na tymże terenie produkuje się ręcznie tabakę, a korzenie tej tradycji sięgają bardzo daleko.
Traf chciał, że i my - Małopolanie, dostaliśmy do spróbowania owego specyfiku. Było warto.
Wyrób tabaki został szczegółowo omówiony w mp3 "Sylwek Tabacznik", która wygrała nasz konkurs, kto nie słyszał to zapraszam. Ot po prostu mielimy tytoń dodajemy olejki zapachowe i mamy kaszubską tabakę.:).
Tę, którą dostaliśmy bardzo nam posmakowała. A było to tak. Pewnego wieczoru zadzwonił Grzegor i mówi, że już ją przysłali. Umówiliśmy się za kwadrans na totalnym odludziu, co by w ciszy kontemplować smak. Tabakę przesłano nam w dilpakach, co by aromat się nie ulotnił gdzieś po drodze. Pierwsze wrażenie pozytywne, kolor miły, ciemny brąz. Otwieramy folie i samochód, w którym siedzieliśmy w moment zamienił się w pomieszczenie gdzie suszy się tytoń. Tu skojarzenia z papierosami zmąciły atmosferę, ale tylko niewiele. Trzeba dodać, że wraz z tabaką zamówiliśmy rożki z rogu krowiego. Same tabakierki może jeszcze opiszemy. Wzięliśmy je do ręki jak relikwie. Delikatnie, z wyczuciem i poważaniem. Otworzyliśmy jedną i przesypaliśmy tabakę. No, bo jak tabaczyć tabakę z kaszub jak nie z prawdziwej tabakiery ręcznie robionej. Nasypaliśmy z tabakiery nieco na rękę, ( mimo, że Grzegor jej zbytnio nie preferuje), małe niąch, druga dziurka...
Konsternacja, czekamy, kto pierwszy kichnie, no bo kurcza, po tabace się kicha! A tu cisza. Siedzimy i się z siebie śmiejemy, że tak bardzo chcieliśmy a tu cisza, przeklęta cisza.
Posiedzieliśmy jeszcze troszkę, pozachwycaliśmy się tabaką. Według Grzegora ma czekoladowo - kwaśny smak, zgadzam się z nim, zawsze trafnie definiuje smak tabak.
Rozeszliśmy się w niebiańskich nastrojach, ja wreszcie kichnąłem. Życie jest piękne.