


Wonienko, wonienko cóżeś ty za pani! Puru turu, turu ruru! O jak zwykle za oknem gwiazdy tańczą. A przyznam się kochani, że dziś w dobrym humorze jestem! Oczywiście nie wpłynie to znacznie, na "obiektywny" raport, ale zawsze to lepiej pogodnym być! Z przecieków wiem, że dziś dobra sztuka ma się zjawić. Co my tu mamy... o Mandarynki przyjdą! Smacznie brzmi. Lubię mandarynki. Ale z importu Angielskiego, cholera wie co tam w środku siedzi. Zobaczmy! Maszynista, gdzie się podział... o jesteście obywatelu. Siadaj bracie przy maszynie, zaczynamy! Mandarin, Mandarynki wejść!
- Melduje, z posłuszeństwem panie kapralu - jestem!
- Spocznij! Przesłuchać Cię trzeba chłopie. Odpowiadaj prosto i zwięźle. Szczerze! To najważniejsze - szczerze! Kolor jak widzę jaśniutki... Jasny ugier jak nic! Napiszcie tam, że jasny ugier a w nawiasie, że to kolor wynikły z pomieszani brązu z żółcią! Delikatny z Ciebie chłopiec... ciekawe co w środku siedzi psia mać! Taa... Proszę przełamać pierwsze lody i opisać zapach zewnętrzny.
- Czyli co czuć po otwarciu pewnych barier... rozumiem. Na pewno coś słodkiego, owocowego. Ale nie tak orzeźwiającego jak miąższ. Jestem z Anglii, jestem stłumiony to wiadomo. Myślę, że można mnie porównać do skórek po mandarynkach. Obranych i pozostawionych na dłuższy czas w rzeczywistości. Wówczas świeżość ulatuje, zostaje stłumiona woń mandarynek. Taka skorupa co wydziela z siebie zapach, ale nie jest to woń intensywna.
- Ciekawe i smaczne jak tak słucham. Jestem ciekaw co czuć gdy wejdzie pan na dobre w skórę! Proszę odpowiedzieć!
- Gdyby tak jebnąć za przeproszeniem jakiegoś obywatela, tępym obuchem w łeb. Takie tępe uderzenie w nosie się czuje. Nie jest to jakiś straszliwy ból, raczej taki tik dziedziczny co po zażyciu kłuje. Wówczas smak jest nie do wykrycia ponieważ z byt duża dawka "mocy" zabija go. Zaraz po tym, orzeźwienie owocowe. Trwa dość długo. Przejście od orzeźwienia do zapachu mandarynek jest niewykrywalne. Po prostu jedno przeistacza się w drugie. I tak oto czujemy słodki owoc cytrusowy, bliżej nie określony. Z dodatkiem "smacznej" chemii (Emulgator E666) dobrze ukryty. Już nie czuć tak mocno tych skórek po mandarynkach... Czuć cytrus... Niesmak sprawia dodatek chemiczny. Przebija się gdzieś daleko w tle zapach opiłek z żelaza. (Ale naprawdę trzeba się mocno wczuć i wyciszyć by poznać dokładnie wszystkie wartości smakowe. Można też częstować ludzi, którzy z tabaką nie mają do czynienia na co dzień. Ludzie tacy są niesamowicie uwrażliwieni na wartości smakowe, polecam kobiety). Wracając do tych opiłek żelaza, które na szczęście nie są łatwe do wyczucia. Kapralu, przyznam ze smutkiem, że to znamię dziedziczne. Spowodowane zamknięciem w metalowym pudełku, zaraz po poczęciu. Siłą rzeczy musiałem tym przesiąknąć, jak i zresztą moi bracia. Tylko, że gdy ktoś pachnie intensywniej, opiłki żelaza są nie wyczuwalne. Tak się ma rzecz zapachu.
- Gratuluję wielkiego odkrycia. Od dawna szukaliśmy powodu, skazy smakowej. Być może to metalowe pudło jest rozwiązaniem zagadki! Opis smaku, aż nadto wystarczający. Spisaliście się doskonale. Odmaszerować. Dziękuję za rozmowę.
Chłopak ciekawy i inteligentny. Te właśnie cechy pozwolą mu utrzymać się wojsku. Ja go pochwale ziomkom z garnizonu. Chemii z ich krwi nie da się wypompować, niestety. Lecz charakterystyczne atuty kuszą nas. Być może jestem zbyt pobłażliwy, ale chłopak jest w porządku. Polecę go z przymrużeniem oka... Jeśli przyjdzie wam się spotkać z "Samuel Gawith" między innimi zakupcie "Mandarin". Choć trudny to wybór. Na dziś koniec. Jest pierwsza rano... przed nami cały dzień!