


Nie ma to jak zrobić niespodziankę żołnierzowi, co to z zasłużonego wywczasu powraca. Dostać od tak telefon z rodzimych stron: "Kapralu? Ktoś tu na was czeka... tak... tak... Zdecydowanie na plus.". No i człowiek myśli, zamiast wypoczywać, spotkania doczekać nie może.
W końcu wróciłem na stare śmieci, bo do obowiązków siąść trzeba, jasna cholera, o spotkaniu sobie zaraz przypomniałem, a serce dygotało... I siedziałem tak sobie za biurkiem próbując choć troszkę się uspokoić.
No i otworzyły się wrota i wszedł On.
- yyyyyy... eeeee... ten.. eeeeee... poooomóż mi, syyyyyynkuuu... Myślę sobie, też mi niespodzianka... Dziadyga jakiś wiekowy, jeszcze to "synku" do mnie. No! Ale pomóc starszemu należy. Zresztą, ja bardzo wrażliwy chłop jestem, mimo wszystko. Te dranie tylko chcą ze mnie tyrana zrobić... To się zapędziłem! Tak! No więc podchodzę do staruszka, a ten w śmiech! Wyprostował się od razu, za psikus przeprosił, kazał usiąść. Sam zajął stary fotel po drugiej stronie mego biurka. Wtedy też go poznałem...
Okazało się bowiem, że mój gość to nie taki byle kto!
- Oj, synku, synku... Na stary numer się nabieracie! Nie ty pierwszy i nie ostatni - powiedział i podał mi rękę. - Kendal Brown. Ten oryginalny, z 1792 roku. Nie ma co, naprawdę się ucieszyłem. W końcu Kendal Brown jest w Anglii bardzo znany i ceniony. Zapoczątkowana przez SG produkcja to ponad 200 lat tradycji i próby ze strony konkurencji w różnych odmianach (Fribourg&Treyer, Wilsons of Sharrow, Gawith Hoggarth... tak, oni wszyscy mają w go w ofercie). Ale zapominać nie możemy, że to właśnie flagowy produkt firmy Samuel Gawith. I właśnie ON przybył do mnie.
- Jakże mi miło - odrzekłem, wzruszenia nie kryjąc - niechże pan powie coś o sobie, bardzo proszę.
- No tak... - namyślił się - jak zapewne wiesz, ojciec mój, Samuel, wpadł na wspaniały pomysł, coby taką recepturę opracować, co całe wyspy brytyjskie powali. W tym celu zebrał do kupy wszelakich gatunków tytoniu, innych składników doń usypał i... stwierdził, że czegoś tu brak. Bo mieszanka mocna była dla nozdrzy, oj tak! Wtenczas przyszło mu na myśl, czy dobrym pomysłem nie byłoby dodanie do tej mieszanki łagodnych olejków cytrusowych. Jak pomyślał - tak uczynił. I oto jestem.
- I jakiż był tego efekt?
- No, taki, że jestem. - powiedział, uśmiechając się serdecznie - Widzisz, jestem brązowy. Bardzo brązowy. J ak żyzna gleba wyglądam, stąd "Brown". No a że z Kendal pochodzę, to "Kendal Brown" mnie nazwano. Ten, co mnie spotka, magię poczuje. Bo pachnę niecodziennie! Szlachetna mieszanka tytoni przeplata się z lekką cytrusową słodkością. Jest w tym ciężar, jest w tym moc... Nie dla laików przyjemność obcowania ze mną!
- Bardzo ciekawe rzeczy pan mówi! A jakże wyglądać powinno bliskie spotkanie z panem?
- Jako, że w puszce jestem zamknięty, warto raczyć się mną za pomocą palców. Poczujcie tę ziarnistość! Co ciekawe, jestem dość wilgotny, co od braci zdecydowanie mnie odróżnia. W kontakcie z nozdrzami nie jestem łagodny. Co to, to nie. Aczkolwiek bardziej drapię, aniżeli szczypię(jak to w zwyczaju moi bracia posiedli). A aromat mam również ciężki. Mocny, tytoniowy i tradycyjny. Nie lubię się przechwalać, acz muszę rzec, iż tradycja to moja mocna strona. Taki as w rękawie. Człowiek ze mną obcujący czuł będzie tajemnicę. Wielką tajemnicę, którą kryję w sobie. Lekki cytrus umili chwile spędzone w moim towarzystwie. Choć to tylko dodatek. Wszak nie jestem "Citrus Brown". Myślę, że w mej ojczyźnie słusznie mnie chwalą.
- Zdecydowanie! Oj, jak jasny gwint zdecydowanie! - odpowiedziałem. I rozmarzony dodałem: coby tak jeszcze każdy polski wojak mógł w pańskim towarzystwie przebywać!
- Ano wszystkiego mieć nie można. A wszystko przez pomyłkę importera, co brata mego "Kendal Snuff" uparcie ze mną myli. A to przecie młodzik jest w porównaniu ze mną!
- Przy okazji spotkania z nim, obiecuję wyjaśnić tę kwestię do końca. Proszę jeszcze powiedzieć, gdzie można ewentualnie pana spotkać?
- Ano w ojczyźnie mojej, Anglii, najprościej. Aczkolwiek bliżej wam będzie znaleźć mnie u waszych zachodnich sąsiadów. Jednak moja cena nie jest tak niska, jak moich braci w Polsce. A szkoda...
Tak zakończyliśmy naszą oficjalną rozmowę. Starzec naprawdę wywarł na mnie olbrzymie wrażenie. Wiekowy, doświadczony, a jednocześnie nie ulegający nikomu, ani niczemu. Od 1792 roku niezmienny i ceniony... Ten prawdziwy - Original Kendal Brown.