


Żeby to w soboty przesłuchania urządzać, no być nie może! Biedny kapral, taki żywot cóż poradzić... Do roboty się wsiąść trzeba, przykład młodym dawać! Przesłuchanie pora zrobić! Dziś aspirant "Cherry" (Wiśnia). Całkowita nowość bo Samuel Gawith zajechał do Tarnowa, i można podziwiać w sklepach około 7 gatunków... Dobre wróżby małopolskie! Byłem w sklepie, i tam to zapoznałem się z Cherry. Przeczytajcie raport z tego spotkania, a sami zdecydujecie czy warto spotkać Wiśnie, czy też nie? A oto wywiad w formie nieco zmienionej... Taka kartka z mojego dziennika.
Kolor młodzieńca standardowy. Brąz w pełnej krasie chciało by się rzec! Lekko wilgotny, lecz nie za dużo. Sypkim go nazwać nie można. Poszczególne grudki, lekko zbite spotkać się da. Zwłaszcza na początku. Konsystencja charakterystyczna dla tej rodziny. No cóż otwórzmy cacko! Co się unosi, jaka woń spytacie? Ważna to sprawa, bo od tego zależy późniejszy smak, rzecz jasna. Powiem wam tak. Jeśli przeanalizować moje emocje towarzyszące podobnym operacja "otwarcia" innych Samueli, których miałem sposobność zaniąchać, owa wiśnia wybija się szczególnie. Bo woń parująca z tabaki chociaż nasączona w dużej ilości olejkami aromatycznymi... to i tak miła. Miła bo słodka. To wiśnia połączona z zielonym jabłuszkiem w tle. To taki zapach perfum dla kobiet na lato. Ale dobrze skonfigurowanych... To zapach olejków zapachowych... Ta woń nie jest naturalna, świeża, lecz przystępna. Być może dobrym porównaniem będzie, choinka samochodowa... Świeżo kupiona jeszcze w folii. Zrozumcie "Cherry" pachnie ładnie, ale zbyt mało "ładnie" by ta rodzina Angielska mogła wstąpić na najwyższe trony w hierarchii tabacznej. Dobrze, myślę, że zrozumieliście moje pierwsze wrażenie. Teraz opiszę wnętrze młodzieńca.
Po zażyciu się rozumie.
No co mogę powiedzieć! To samo co w innych Samuelach. Agresywne starcie tabaki z nosem, lekko kaleczy woń. Ukłuty smak ustępuje mocy. Lekki tik wynagradza nam zgubiony smak. Ale to w Samuelach jest fajne, że za nic w świecie nie wykryjemy przejścia mocy w smak. Bo tak się dzieje. Po mocnym tiku... smak zaczyna się delikatnie wyłaniać... I tak to właśnie przechodzi całkowicie w zapach, a moc całkowicie uchodzi. Imigrant jednak już tak ładnie nie pachnie. Tam gdzie odszedł na początku, musiało być strasznie... Stracił swoją urodę, a w zamian przyniósł zestarzałą woń... Już nie czuć tak atrakcyjnie jak na początku, tego zapachu. Teraz jest on stłumiony z domieszką starości. Wiecie, być może ktoś lubi takie zapachy... Nie przeczę. Dla mnie na przykład to całkiem dobra tabaka, mogę ją od czasu do czasu zażyć z przyjemnością. Faktem też jest, że po zakupie tabak z tej rodziny, zazwyczaj przechowuje się je dłużej niż inne wyroby. Cherry jest dobrym wyborem z tej rodziny. Pachnie ładnie, a i po wyczyszczeniu nosa pozostaje całkiem miłe wspomnienie. Zachęcam gorąco, do spróbowania choć raz w życiu tego smaku. Chłopak awansował w rodzinie Samuel. Cenię go.
Wiecie w Tarnowie nie ma Wilson-ów, Chrystal's-ów i większości Poeschl-ow. Fakt przybycia Samuel-ów do Tarnowa znaczyć coś musi. Czemu oni, a nie inni? Być może jest to tylko próba rynku, a może odgłos ludzi zażywających tabakę... Nie wiem. Myślę jednak, że to nie ważne. Ważne to jak smakuje. Ale to już wiecie. Żegnam.