Bar nieopodal koszar... godzina 21:00

- Stary, weź posyp mi jeszcze...

- Pan kapral nie przesadza? Nie ma pan już dość?

- Płacę - wymagam, synu! Miałem ciężki dzień, jasna cholera!

- Proszę opowiedzieć!

- A proszę cię bardzo! Było to koło południa. Dokładnie 12:13. I puka mi tam gość jakiś. Miał przybyć taki jeden, ale to, co stanęło w drzwiach, po prostu mnie przerosło. Wyobraź sobie - wchodzi dziwnie uśmiechający się jegomość i tym swoim piskliwym głosikiem rzecze do mnie: "Dzieńdoberek, kapralku!". Wyobrażasz to sobie? Do mnie! Taki tekst! Więc mówię mu: "Hola! Coś ty za jeden synu? Co to za spoufalanie?". Ten machnął nieśmiało ręką i "przepraszam" jeszcze piskliwszym głosikiem do mnie wypala. No, więc kazałem mu spocząć i przedstawić się. Nie zgadniesz, kto to był...

- W rzeczy samej, kapralu, nie zgadnę...

- Ten gość przedstawia mi się jako "Apricot, syn Samuela". Aż sobie usiadłem. Ale zeznań trzeba było wysłuchać. Zadaję mu standardowe pytania: kolor, opakowanie, zapach... O ile na dwa pierwsze odpowiedział, "standard, panie kapralu", o tyle na drugie odpowiadać nie musiał... Pytam go: "coś ty się, synu, tak wyperfumował?". I myślę sobie, że wstydu nie zna. Jego bracia skromniutcy, stłumieni tacy... A ten... Nawet stary McChrystals vel "Fiołek" wydaje się być skromniejszy... No i odpowiedział... "Jestem chemikiem... chemikiem cukiernikiem". Pomyślałem sobie: "wariat jakiś" i kazałem sprecyzować. Tu okazało się, że chłopak jest wcale wylewny. Tak rzekł: "Ojciec mój postanowił zmienić taktykę... I tak mnie wychował, że... jestem właśnie taki. Słodki, rozkoszny". I to wszystko takim cienkim głosikiem, że co drugie słowo musiałem sobie w uchu palcem wskazującym grzebać!

- Nie wierzę...

- To nie wszystko. Zapytałem o bliższe poznanie... Spróbowałem sam... Cholera... I poczułem słodycz, słodkość tak intensywną, tak chemiczną, że po prostu zaniemówiłem... Przesłodzony, przekombinowany i gdzie ta morela w ogóle! Jeszcze raz spojrzałem na gościa. Tym razem dokładniej. I potencjał w nim ujrzałem. Wielki potencjał. Zmarnowany przez chemię i złe wychowanie. On siedział i wyjść nie zamierzał, a mój nos prawie wrzeszczał... Nie wytrzymałem - kazałem delikwentowi się wynieść, na jakiś obóz przetrwania wyjechać, żeby charakteru nabrał i "chemiczną manierę wyparował" - swoją drogą stwierdziłem w duchu, że to polecenie brzmi jakoś głupio, ale przynajmniej było adekwatne do tego, co czułem. Wyszedł, a ja dalej to czułem. Czułem i było mi z tym źle. Tak jakby dowództwo wypaplało, mówiąc: "w końcu przejedziecie się na tym Samuelu!". I przejechałem się... Resztę znasz, synu - zaraz po tym przyszedłem tutaj...

- Głowa do góry, panie kapralu! Może jeszcze da się coś z nim zrobić!

- Szczerze w to wierzę... No, synu, posyp mi jeszcze!

Dziennik kaprala 83hXc... Trzy miesiące później...

- Wpadł, pomachał ręką... Trochę "maniery wyparował"... Nie, to zdecydowanie czarna owca w szanowanym rodzie... Zobaczymy za kolejne parę miesięcy. Ja to mam cierpliwość!

Młodszy kapral 83hXc
  • Producent : Samuel Gawith
  • Waga : 8g.
  • Zmielenie : Duże
  • Smak :ponoć morelowy
  • Dostępność : Średnia
  • Cena : 8-16 PLN
  • Dodatkowe : Chemiczna tabaka morelowa

powrót do działu Samuel Gawith