


"To ta moc..." - tymi krótkimi słowami pragnę rozpocząć opis arcyciekawej tabaki prosto z ociekającej wspaniałym piwem (i tabakami rzecz jasna) Bawarii. Gwoli ścisłości - prosto z fabryki Poschla. Ta tabaka to Poschl Spearmint, czyli jakby nie patrzeć tabaka miętowa... Tak, tabaka o aromacie mięty zielonej. O dziwo, w dobie, gdzie każda tabaka mentolowa jest nazywana miętówką, Spearmint jest niejako ewenementem. Zacznijmy od początku.
Ujrzałem ją po raz pierwszy w październiku w jednym ze sklepów internetowych. Nie muszę chyba opisywać, jak bardzo byłem zaskoczony (pozytywnie rzecz jasna; negatywne zaskoczenie miało miejsce wcześniej, gdy odkryłem, iż Ozona Spearmint, nomen omen również firmowana przez Poschla, jest dostępna tylko w sklepach internetowych... za oceanem!). No i powstała chęć, chęć posiadania tego... czegoś!
To COŚ okazało się być otulone w saszetkę papierową, która ma niesamowity klimat. Dominuje tu zieleń... nietypowa! Każdy z czterech kolorów jest nietypowy! Mówi Wam to coś? Nie? To powiem tak... Mniej więcej tak prezentowały się opakowania wielu produktów za czasów PRL'u! Czy to wada? Według mnie absolutnie nie! Saszetka jest naprawdę piękna w swej prostocie i lubię na nią spoglądać. W takiej właśnie saszetce znajduje się TO... A JEGO kolor to ciemny brąz. Typowy, "gawciopodobny". Podobnie z wilgocią i konsystencją. Ale ja się tu rozwodzę, a znudzony Snuffer pewno oczekuje na opis tego, co najważniejsze - aromatu. Więc usłużnie spełniam życzenie znudzonego Snuffera... Aromat jest powalający! Cudowny, wspaniały, miętowy (nie mentolowy)! I, o dziwo, nie jest to zapach miętowej gumy do żucia, czy pasty do zębów. O nie! To mocna, orzeźwiająca Mięta Zielona, przez duże MZ! Po wciągnięciu czujemy duuuuuże orzeźwienie, więc nie obejdzie się bez naszego "aaaaaaach", czy "to krzepi!". Czyli - jest dobrze! Potem ta mięta staje się stłumiona... No, więc my razem z nią... Przychodzi czas na refleksje, medytacje i głębokie wdechy. A to wszystko między innymi po to, by ten cudowny aromat pozostał z nami jak najdłużej. Czyli - jest bardzo dobrze! Nie ma jednak się czym przejmować - aromat nie pozostaje nam dłużny i również pragnie pozostać z nami jak najdłużej. I to jest piękne.
Jeżeli jednak któryś ze znudzonych Snufferów pragnie więcej - nic prostszego - można zażyć jeszcze raz - saszetka zawiera 10 gram tabaki (miętowej, żeby nie było), więc przy racjonalnym porcjowaniu powinna starczyć na trochę. Poza tym - jest tak orzeźwiająca, iż wystarczy niewielka ilość, by poczuć, czym jest TO!
I jeszcze kilka słów na zakończenie. Myślę, że Poschl Spearmint przełamie w końcu stereotyp nazywania mentolówek miętówkami, choć... No właśnie - myli się ten, kto uważa, że można to cudo kupić w Polsce. Ale... Jako pocieszenie mogę dodać, iż cena Poschl Spearmint plasuje się w granicy 10 PLN, co nie jest dużym wydatkiem. Szczególnie za takie COŚ!
Nie zdziwicie się chyba, jak polecę TO każdemu. Spearmint to tabaka uniwersalna, smaczna, niedroga, o nietypowym (o dziwo) aromacie, którą absolutnie każdy Snuffer powinien mieć w swojej kolekcji. Rzekłem!