"Dziś kontynuujemy temat sprzed tygodnia, kiedy demonstrowałem wam jak bronić się przed napastnikiem atakującym świeżymi owocami". Tymi słowami, wypowiedzianymi przez członka grupy Monty Python, Johna Cleese, w jednym ze znakomitych skeczy, chciałbym rozpocząć opis Ozony Cherry. Okazuje się bowiem, iż w tym nasączonym absurdem zdaniu kryje się źdźbło prawdy. Zacznijmy jednak od początku.

Opisywana tu przeze mnie tabaka była i jest moją pierwszą sprowadzaną zza zachodniej granicy. Niestety, Niemcy są najbliższym miejscem, gdzie możemy się w nią zaopatrzyć. Aż dziw bierze, gdyż, jak wszystkim chyba wiadomo, jej malinowa siostra jest dostępna (nawet w dwóch wersjach) w Czechach, praktycznie na każdym stoisku tytoniowym. Tak więc na dzień dzisiejszy, nam, prostym niąchaczom narodu polskiego, pozostaje tylko zakup przez internet, bądź też znajomości w Niemczech. O tym, czy warto się trudzić, czyli ogólnie rzecz biorąc - o walorach smakowych - za chwilkę. Teraz pora na wygląd zewnętrzny.

Tabakierka identyczna, jak w przypadku Ozony Raspberry Fresh & Fruity, czyli mamy 5 gram tegoż cudeńka, system otwierania mechaniczny. Szata graficzna bardzo zbliżona, z tym, że zamiast malin, mamy "wizerunek" wiśni(jakież to logicznie, prawda?). I tak, jak Sleo wspominał o subtelnym kolorze "awersu", tu owa "subtelność" sięga zenitu i cieszy oko tak bardzo, że w samą tabakierkę można się wpatrywać bardzo, bardzo długo. Jednak, jak mawiają "nie oceniaj tabaki po tabakierze" w końcu przez myśl przechodzi i zmusza, by sprawdzić to, co najważniejsze - jej zawartość. A zawartość jest wilgotna, nawet bardziej niż Gawcio, trochę bardziej zmielona. Barwa ciemnobrązowa, jak większość tabak Pöschla. I wciągamy...

Mmmmmm... W tym momencie następuje zmasowany atak świeżych wiśni. Atak, w którym nie ma szans na jakąkolwiek obronę. Nawet kurs samoobrony przed świeżymi owocami ze zdanym egzaminem na 6 nie pomoże. Po prostu tutaj nie chce się bronić! Jedyne, czego można w tym momencie pragnąć, to by ta chwila wyciszenia i błogostanu trwała jak najdłużej. Aromat jest intensywny i dość długo się utrzymuje (nawet po wypróżnieniu nosa), choć chciałoby się, żeby nigdy nie ulatywał... Tak, aromat Ozona Cherry ma zniewalająco-powalający. Jest niesamowicie naturalna i bardzo, ale to bardzo soczysta! Nie ma tu mowy o jakiejś mocy, szczypaniu - nic z tych rzeczy. Myślę, że nawet najwięksi "twardziele", wciągający dwumetrowe ścieżki dwiema dziurkami naraz, w przypadku tego cuda stwierdziliby, że to świętokradztwo. Wisienka właśnie nadaje się tylko i wyłącznie do delektowania. No i warto delektować się nią od święta, inaczej szybko się skończy i pozostanie tylko pustka i błogie wspomnienie...

Czy warto się więc trudzić ze zdobyciem wisienki? Zdecydowanie. Czy warto wydać na nią trochę więcej pieniążków? Na pewno. Czy po kilku miesiącach obcowania z wisienką, dalej nazywam ją "The Beautiful Snuff"? Oczywiście!

Pora na zakończenie. Nigdy nie dajcie się zwieść, że owoce są głupie. O, nie! Lecz gdyby sam John Cleese powiedział, żebym nie przychodził mu skomleć, gdy ktoś zaatakuje mnie Ozoną Cherry, odpowiedziałbym krótko: "a po cóż tu skomleć, skoro to takie przyjemne".

83hXc
  • Producent : Pöschl Tabak
  • Waga : 5g.
  • Zmielenie : Średnie
  • Smak : Wiśniowy
  • Dostępność : B. Mała (chodzi o wersję w metalowym opakowaniu)
  • Cena : 12 PLN (chodzi o wersję w metalowym opakowaniu)
  • Dodatkowe : Piękna tabaka

powrót do działu Pöschl