

Jako Ślązak z krwi i kości poczułem się zobowiązany wydania ‘recenzji’ tej oto tabace, której natura stanowi nijaką analogię do Zagłębia Naszego, południowo-polskiego. Na początek pozwolę sobie przejść do genezy walorów zewnętrznych tego niebanalnego, tytoniowego dzieła.
Glück Auf Prise - Jej nazwa jak i logo (dwa skrzyżowane młoty) przywołują na myśl tylko jedno:
”Drzwi, niewidoczne w ciemności, ustawione tu i ówdzie dla
skierowania powietrza do tych chodników, gdzie się „nie świeci”,
otwierały tajemnicze ręce ludzi zgrzybiałych, którzy na
miejscu odźwiernych dokonywują żywota. Inżynier mijając takie
drzwi rzucał wyraz:
- Glikauf!
- Glikauf! – odpowiadała ciemność.(...)
- Glikauf! – rzekł Korzecki.
- Glikauf! - odpowiedziano chórem przyjaznymi głosami, które dziwne i głębokie zrobiły na Judymie wrażenie.”
Tak o żywocie w kopalni (bo to o niej właśnie mowa) w swych „Ludziach Bezdomnych” zwykł pisać Żeromski!
Definicja ów zagadkowego ‘Glikaufu’ znajduje się na tej samej stronie, na której pada ten właśnie zwrot:
”Glikauf (niem. Gluck auf) – życzenie szczęścia i powodzenia na kopalni (‘auf’ sugeruje szczęśliwy powrót na powierzchnię), odpowiednik polskiego: Szczęść Boże!”
Objaśnienie wydawcy jak i moje wcześniejsze domysły zostają pozytywnie zweryfikowanie po przetłumaczeniu tekstu na odwrocie saszetki tej tajemniczej tabaki:
”Glück Auf Prise jest starannie dobraną mieszanką najwyższej jakości tytoniu i najszlachetniejszych nut aromatu. Korzennie aromatyzowana szczypta zapewnia górnikowi pełne uczucie świeżości”
– Szlachetny wielce to czyn stworzyć tabakę obliczoną specjalnie dla poświęcających z każdym dniem swe życie górników! Z pewnością zasługują oni na tak zaszczytne wyróżnienie! Zatem szczęść im Boże! Szczęść im Tabako!
Ale chwila! Czemże jest owa tabaka kopalniana? Jak wygląda aromat przeznaczony dla dzielnego, szlachetnego górnika? Łapię za nożyczki, aby delikatnie naciąć róg saszetki, z którą nigdy wcześniej styczności nie miałem. Tabaka nie sypie się najwygodniej, ale od razu można się zorientować, że aluminiowa saszetka jest doskonałym rozwiązaniem przeciw wyrywającemu się, niczem pies ze smyczy aromatowi! Woń zatem proszku tego nie ulatnia się tylko cyrkuluje w samej saszetce nie pozwalając utracić tabace ni krzty swej nuty!
Po wysypaniu szczypty tabaki uległem niemałemu zaskoczeniu widząc, że ciemna, przeciemna, może nie tak jak McCrystals chmielowy ale ciemna! Jak węgiel? A węgiel! Brunatny jednak! Węgiel brunatny niczem!
I tutaj tworzy się kolejna analogia kopalni odnośnie!
Przeciemna, wilgotna o średnim zmieleniu tabaka bije aromatem intensywnym, aczkolwiek bliżej nieokreślonym. Zapach wszelkiej farmacji przeciw infekcjom gardła, na pewno... jak pastylki ziołowe! Woń jednak nie daje się precyzyjnie opisać, ale na pewno wyczuwalna jest nuta eukaliptusowa oraz namiastka anyżu. Anyż to jednak nie Anechsowy też nie rodem ni z Lowen ani Edel Prise. A jednak Prise! Eukaliptus i anyż arcyanyżowy a jednak nienatrętny, anyż atrakcyjny, anyż inny, co zawdzięczamy zapewne dodatkowej mieszance ziół... a jeśli to już nie anyż tylko inne zioło? Tak, to nie anyż... a kroć piękniejsze od niego zioła!
Ale no przecie niuch. Teraz niuch! O akcję w nozdrzach się przecie rozchodzi!
Grudę tabaki ciskam zatem na rękę, do nozdrzy przybliżam, niucham... - Świeżość! Świeżości bryza, świeżości eukaliptusowej swoją nutę coraz to dokładniej maluje! Mentol to eukaliptusowy, słodki, miły, nienatrętny też nie agresywny, tylko piękno eukaliptusa na pierwszym planie, który górnikowi zapewne w zaduchu i szybowej zawierusze kopalnianej świeżość ciała i umysłu zsyła. Ale cóż to? - Coś się przez eukaliptus ten przebija... łokciami się przepycha, manifestuje się słodycz przepiękna! Słodycz bliżej nieokreślona, myślę że do Ozony Cherry Menthol porównać ją mogę... Tak! Niczem hybryda Ozony Cherry i Gawitha Apricota ale jednak mocno ziołami przeróżnymi, niezdefiniowanymi dla nosa mego przyprawiana! Ziołami zakrzywiona tajemnica tej tabaki budzi nieokiełznaną świeżość i słodycz. Świeżość ta ziołowej słodyczy nie wytrąca, ani poprzez słodycz świeżość na wartości nie traci. Wyczuwam charakterystyczny dla Poeschla wysoki poziom nikotyny rozlewający się powoli po moim organizmie. Tabaki tej porównać się nie da. Śmiem twierdzić, że jest ona jedyna w swoim rodzaju. W końcu górnik zasługuję na unikat wysokiej jakości! Z czasem tworzy się delikatna wyważona woń, będąca równocześnie filtrem sprawiającym, że każdy odbierany przez nas zapach ulega ciekawemu zakrzywieniu!
I tak zmodyfikowanie odbieramy świat przez kolejne pół godziny od zażycia! Taka tabaka rzeczywiście górnika godna! Tabaka niebagatelna! Barbary Świetej W niej dusza zapewne! Niechaj Śląsk Nasz żyje! Skąd u mnie ta inspiracja Zagłębiem?! Widziałem kiedyś fantastyczną produkcję Lecha Majeskiego – film „Angelus”! Doskonale odzwierciedla on enigmę spowijającą Śląsk w okresie międzywojennym.... film symboliczny, psychologiczny, etniczny, absurdalny!
Teraz uświadamiam sobie, że ten zapach doskonale odzwierciedla tajemniczy klimat tego filmu... Może Górnictwo to nie tylko górnictwo? Może górnictwo także kabałą, wolnomularstwem Śląskiej ziemi? Kiedy zażywam tę tabakę czuję, że tak właśnie jest! Przepraszam uprzejmie za zenit swego subiektywizmu, ale jedno jest pewne...
Zażywając tę tabakę, każdy może poczuć namiastkę chwały tego zacnego fachu!
Należy się górnikom tabaka ciemna, niczym węgiel brunatny. Tabaka tajemnicza, przepyszna i górnika godna!
Glikauf!