Tekst ten dedykuje pewnemu Panu.

  Oj dawno felietonów nie płodziłem! Cieszę się znów i znów wielce! Myślę, że ta forma wypowiedzi pisarskiej odpowiada mi znacząco – gdy pisze te słowa - wysypują mi się one niemalże z głowy jak rzeka – nie jestem spętany żadnymi konwentami warsztatowymi - i myślowymi – mogę powiedzieć prawdziwie, że pisząc felietony jestem (czuje się) wolny. 

Co dziś mam do powiedzenia? Sprawa wygląda bardzo poważnie – ponieważ poczułem po wielu latach smród tabaki! Felieton ten będzie opowiadał o tym smrodzie i o tych którzy śmierdzą! To trochu zastanawiające, gdy pomyślę siedząc w magicznym pokoiku o mych „ostatnich” felietonach... mhm – zazwyczaj mają one konsystencje negatywną w ostatecznym wyrazie... Czy to nie igiełki malkontenctwa panie Sleo ?! Nad tym zastanowię się później (koniecznie) póki co spróbuje skupić się na problemie tego felietonu – by w łatwy sposób – (lub czemu nie trudny) – mógłbym go wyłożyć.. Zaznaczę na początku, być może do końca nie potrzebnie, lecz jestem pewien, że znajdą się tacy którzy jednak będą potrzebowali zaznaczenia tego wyraźnie - to są moje osobiste obserwacje – na kilku konkretnych przykładach – sam problem ma w teorii raczej uniwersalny wydźwięk – ale o tym później – lecz zasadniczo jak powiedział mój dobry kolega Motyl: „To jest moje zdanie i w pełni się z nim zgadzam”. Tak więc po tym wstępie – osz, jak jak kocham wstęp, intro, słowo od autora, słowo wstępne, zajawkę... Dobrze wystarczy! Przejedzmy jak przechodzi się przez ulicę, tam gdzie nie ma pasów dla pieszych, tam gdzie po drugiej stronie jezdni widać już kolejkę w piekarni, tam gdzie już ciepły chleb czeka, tam gdzież patrzymy w prawo i w lewo już na jezdni będąc – Przejedzmy pewnie na drugą stronę - Dzień dobry powiedzieć! Nic nie jedzie – spokojnie słoneczko.

Benevole lector, tytuł felietonu trochę skojarzeń nasuwa – to chyba dobrze – chyba – chociaż nie wiem... Ja to lubię takie tytuły, gdzie dopiero przy końcu lektury rozumiemy w pełni ich znaczenie, może to trochę „młodzieńcze” podejście do problemu, ale cóż kiedy tak jest! Tytuły post barokowo – rokokowe też mają coś w sobie, ten u góry tak nazywam. Bardzo skromny ten barok – pewnie dlatego post. No ale już dobrze słoneczko – dlatego tak nachodzę i dreptam wokół banderoli mej pracy, bo od niej tym razem zaczniemy – od razu bęc i na pełne fal, lazurowe morze!! „Mieć czy Czuć” - chyba nie muszę (pieprzone konwenanse pisarskie – przecież to robię) zaznaczać, że jest to parafraza znanego „powiedzonka” zasłyszanego gdzieś tam w czasoprzestrzeni. Tak samo jak ono – tak i to na dobrą sprawę (czasem) wystarcza by chwycić problem za pióra i mieć go w ręce! „Myśli nieuczesane” to nie są – my nie jesteśmy Stanisławem Lecem – dlatego będziem dalej rozwodzić się nad problemem. Samo powiedzenie i podtytuł jaki właśnie „pod nim” się znajduje nie są uniwersalne – skupiają się na konkretnym przykładzie i dadzą się zastosować w konkretnej sytuacji. Oj sleo – już dobrze. Chodzi o kolekcjonera tabaki – tabakier – zapachów – zapaszków. Chodzi o ogrodnika, co w swym tunelu skarby przetrzymuje, cały ocean przypraw, zachodnich, wschodnich, krajowych, nieznanych... smakowitych! A są tacy – nieprawdopodobne – jak to? Większość pewnie chciała by się zamienić z tymi kolekcjonerami... Większość wymieniła by swój skarb na to ogromne eldorado kolekcjonera tabak. Bo cóż z takiego złota, z ośmiu, dziesięciu tabak, niektórych nawet „trudno dostępnych” - cóż mi po nich spytasz się słoneczko. A ja Ci powiem, że nie wiesz co masz, że w stanie nie jesteś poczuć jaki tak naprawdę skarb posiadasz, i ja gdybym posiadał taki mały, skromny, niewielki, już teraz nie wymieniłbym się z tym kolekcjonerem tabak, oj nie. Kolekcjonerzy postępują wg zasady: „Od przybytku głowa nie boli” - a ja Ci powiem, że boli! Jeśli nie głowa to na pewno nozdrza bolą. Bo cóż z całego złota, cóż Ci z kolejnej „pozycji” w twym misternym katalogu, nie daj Boże sporządzonym w komputerze. Jesteś lepszy? Stoisz wyżej w waszej wąskiej hierarchii ? Przeprasza za podłą ironię, nie chciałem – to tak samo – parszywy sarkazm jest przekleństwem naszych czasów – tak sadzę. Kolekcja się zwiększa kwiatuszku, lecz wiedza twa na temat tabaki zmniejsza się! I w tym momencie dochodzimy do niesłychanego paradoksu kolekcjonerstwa tabak, formując definicje: „Im więcej tabak w zbiorze, relatywnie mniejsza wiedza o każdej następnej”. Lub napiszmy jakieś porzekadło, a co: „Im więcej masz bratku tabaki, tym większe w temacie braki”, „Czym więcej masz ziomku gatunków, tym trudniej szukać ratunku”. I tak dalej, i tak dalej. Jednak paradoks jest i to całkiem miły (w sensie paradoksu). No bo na pierwszy rzut oka, tenże kolekcjoner, lub po prostu „miłośnik” tabaki chce wiedzieć jak najwięcej o swej pasji – poszerza ją – a jak najprościej? Kupując kolejne pudełko... a czym jest kolejne pudełko – powiedzmy sześćdziesiąte z kolei? Niczym więcej jak plastikowym cackiem wypchanym po brzegi pokruszonym tytoniem... Straszne prawda. Nie ma już kwiatuszku uniesień, anyżowych chwil, mentolowych zapomnień, czarno porzeczkowych wylewów słów... Nie ma już ducha – jest materia. Oczywiście – forma przerosła treść – idealnie – bezbłędnie. I nie wiesz co już masz w swej wielkiej kolekcji, „upgradowanej” (tfu, blee) co tydzień. Już nie znasz smaków jak dawniej kiedy miałeś po dziesięć, dwadzieścia, tabaczek skrzętnie schowanych. Mogłeś z zamkniętym oczyma rozpoznać, po małym niuchu każdą z nich... A dziś, nie ma takiej możliwości... Ja przyjdę do ciebie, wezmę z regału książkę – ty mi pokażesz gdzie tabaki trzymasz, ja odtworzę barek, poczuje kiszący się zaduch setek aromatów... I nasypię Ci kwiatuszku 10 kupeczek na tą książkę.. I dam Ci ją później, będę siedział naprzeciwko i patrzył na tego wielkiego miłośnika tabak który, pudłuje w siedemdziesięciu procentach, lub nie wie co zażywa... Taką masz wielką kolekcje, tak wiele tabak juz zażyłeś, światowcze przeklęty!
My wiemy dobrze jak tabakę się poznaje. My wiele się nacierpieliśmy by wydobyć miksturę na palecie brązu roztartą. My musieliśmy chodzić z tabaką jak z kobietą po parku, miesiącami - by poznać dusze, wyczuć smak. Tak się składa, że znam się całkiem dobrze z kilkoma tabaczkami... Tylko z kilkoma tak dobrze – możesz sprawdzić słoneczko. Tabaka i jej właściciel są jak dobre wino – dojrzewają z czasem...Dochodzimy do naprawdę dobrego pytania. Co tak naprawdę zbieramy? Po co kupujemy kolejne pudełko tabaki. Czy w ogóle się nad tym zastanawiamy, czy stało się to już martwą rutyną, jak każda inna rutyna... Kupujemy by poczuć kolejny zapach, by go poznać, poczęstować kolegę nową tabaką, mieć w własnej kolekcji nowy okaz, bo pudełko jest fajne, bo musimy opisać kolejną, bo lubimy nowości, ciekawość, hedonizm... ? Dla mnie odpowiedź jest prosta, gdy zadam pytanie – Czym dla nas jest tabaka... Czym dla Ciebie jest tabaka?

Było by szalenie miło gdyby każdy czytający te słowa, w tym momencie sobie odpowiedział... Jeśli to zrobiłeś – nie czytaj dalej – nie ma sensu. Gratuluję! Przeczytasz jeno odpowiedz tego co sobie pytanie zadał. Tabaka jest dla mnie czymś więcej niż tylko martwym plastikiem z kolorową nakleją, jest czymś więcej niż hedonistyczną rozkoszą zażywana po sytym obiedzie, nawet czymś więcej niż metafizyczna chwilą, gdy siedzę w małym pokoiku czytając kolejne wersy Prousta, zażywając Cię w samotności... Jest dla mnie ogromnym smakiem, który potrafi swą mocą połączyć ludzi, wywołać na twarzy grymas uśmiechu, zakołysać łezką na szklanej kuli ziemskiej dzięki której to czytasz... Jest czymś niesamowitym, tajemniczym i niepoznanym i niepoznanym do dziś! Jest dla mnie czymś tak wielkim, że onieśmiela mnie każda jedna porcja, każde kolejne pudełko, że śmieje się gdy ktoś pyta mnie w rzeczywistości: „Sleo – jak tam dalej tabaczysz?”... I odpowiadam lapidarnie - „No tak, tabaka jest dalej przy mnie... zatabaczymy ?”. Moja kolekcja to Alpinka i Gawith które tu leżą... I z trzy inne kobietki które próbuję poznać już od miesięcy, i w miesiącach najbliższych chce o nich coś powiedzieć... 
Jeśli kolekcjonujesz martwe kontenery, pozycje w spisie, zdjęcia kolejnych „perełek” to bardzo źle z tobą miłośniku tytoniu sproszkowanego... Choć jeśli masz tego świadomość, pełną, przejrzystą, to dobrze – w porządku, cieszę się wraz z tobą z kolejnej pozycji. Ja nie widze w tym sensu, ale Cię rozumie, jesteś pasjonatem – w porządku. Byle byś wiedział co robisz, byle byś miał świadomość i nie nazywał się miłośnikiem tabaki...

  Ważkość. Tak tego słowa brakowało mi przez kilka godzin... Tabaka to bardzo „ważka” sprawa... Myślę, że łatwo się w niej pogubić, trudno cały czas równomiernie rozwijać wiedzę na temat formy i treści. Myślę, że forma wielu przerosła, zapomnieli, czym tak naprawdę jest tabaka, chodzi o sam proszeczek, o samiutkie drobinki. Cóż, zasadniczo rozumiem dobrze kolekcjonerów, lecz chciałem ich trochę złoić, by się niejako opamiętali, by z amoku wyjrzeli. Lepiej by było wybrać jedną z tej kolekcji i pokochać bardziej, niż kolejną zamawiać... Łatwo również popaść w manie, zdobywania kolejnych, staje się to przyjemnym sportem, oczywiście o zagrożeniach tego sportu mówić nie będę, ponieważ napisałem już wyżej – to samo. Zaczęliśmy tytułem i tytułem kończyć będziemy. „MIEĆ CZY CZUĆ” - to bardzo dobre pytanie – cieszę się że mogę się nim z wami podzielić. Bo najważniejsze, by każdy z was sobie odpowiedział na to pytanie (dziś już drugi raz – moje felietony stają się happeningami powoli) bo wiecie – to bezcenne – świadomość. Ja też już sobie odpowiedziałem i chyba o tym wiecie. Nie chce mi się już pisać. To słowo i to tak od niechcenia pisze. Wiecie czemu – ja już wybrałem – od minuty gdzieś w głowie mej zaległ tak niesamowity koncept, że uwagę i całe siły on zamglił swą doskonałością. Uff jak się męczę – to ostatnie zdanie. Ja już odpowiedziałem sobie – ja już wybrałem – siedzę na kanapie, słucham niesamowitych trąbek i wczuwam się w smak tabaki – mhm! Ja już wybrałem – cudownie. Oj jak miło...
   

  Przy końcu rozmarzony:
  sleo 2008 

powrót do działu Felietony