Tak kochani. Mamy rok 2008. Osz, prawda. Tak jest - tempus fugit i pewnie nic na to nie poradzimy. A co tam - sobie myślę, niech płynie, byle dobre wody wybierać, byle na dobrych statkach wiosłować, byle do przodu jednak. Tak prościutko – tak po prostu. Bez zbędnych filozofii, bez zbędnych rozważań czasem – tak jak się czuje – Siebie odnaleźć największy skarb na świecie! Właśnie, właśnie – co to za styl, co to za tekst ??? Należą się wyjaśnienia ? Skoro zadałem sobie takie pytanie – myślę, że kilka słów mile widziane będzie. Może ktoś jeszcze pamięta formę moich nigdy dotychczas nie kontynuowanych cyklów felietonów pod banderolą „Z dziennika Włóczęgi”... Nie ważne – to była taka luźna forma wypowiedzi – opisane spacery, beatnickie podróże, zwykłe i niezwykłe dni z tabaką. Wiecie taki okres... weltszmerc trochę miłością doprawiany... Miało się te lata he he he.

W każdym razie ten „Felieton” a raczej ta luźna forma wypowiedzi – to coś bardzo odległego od tamtego zamysłu, lecz najbliżej do porównania prawdziwe, w beczce wolnej twórczości otabace. Tak naprawdę chciałem napisać do was kilka słów – bez tematu – chciałem napisać co tam u nas... Wyleciała kartka z kalendarza i leci sobie spokojnie. To tekst dla tych którzy są z nami od początku, co nas czytują, czekają z niecierpliwością na jakiś znak, na kolejną tabakę, przeżywają z nami okresy suszy (oj mieliśmy suchy rok chyba – z tego co pamiętam...) i okresy owocowysypne (chyba nie ma takiego słowa sleo... ejejej). Tak to dla nich właśnie – dla wszystkich którzy bądź co bądź podtrzymują nas na duchu, wspierają dobrym słowem i dzielą się miłością do tabaki. Tu szczególne słowa wdzięczności dla wpisujących się do Księgi Gości... Tak jest teraz bodajże, jest tam 1080 wpisów – dobra robota Panie i Panowie! Tabaczę w tym momencie za wasze zdrówko – za każdą jedną osobę – i lecę dalej bo dobrze mi się słowa stawia. Tysiąc pękł – cieszy nas to, nie będziemy dziś udawać (a czy kiedykolwiek udajemy - ee?!). To tak naprawdę jedyne miejsce w domu „otabace” gdzie możemy przyjąć gości, zaparzyć herbatki, poczęstować tabaczką i posłuchać co mają do powiedzenia. Jak już kiedyś gdzieś pisałem , dla mnie wpisy są czymś naprawdę wielkim – zresztą koniec tego. Zbyt sentymentalnie zaczęło się robić. To ciekawe dlaczego zacząłem pisać te słowa, ta myśl w ogóle... Powoli zdaje sobie z tego sprawę. Wiecie – to coś na kształt podświadomego kompleksu niższości rodzącego się kilka minut temu... Już Cie mam skurczybyku!!! Chodzi o to, ogólnie rzecz biorąc – że popatrzyłem na naszą stronę, i zobaczyłem ją taką delikatną, tak cudownie małą, skromną dziewczynkę zobaczyłem... Oj zapomniałem pani o Tobie trochę, oj chłosta mi się należy. Tysiąc batów!!! Dawno aktualizacji nie było, czasem przez tygodnie całe – a nie będę się ukrywał – może i miesiące nie miałem Cię w ogóle w głowie... No i zdaje sobie sprawę co ta dziewczynka mówi gościom, jak ją spotkają, taką „wczorajszą” nie przebraną, zaniedbaną... Oj co sobie myślą. I chciałem oprócz tego co u nas słychać, wytłumaczyć na jednym ogniu czemu ta dziewczynka całą zimę w letniej sukience stała... Nie tłumaczyć jak tłumaczy się dzieciak, któremu udało się wynieść cukierek ze sklepu – tak inaczej niż zazwyczaj – tłumaczyć się mamie – a raczej wytłumaczyć wam stan jaki panuje... Byście mieli jego świadomość w sobie – byście po prostu zrozumieli. Może i my zrozumiemy co się dzieje, gdy to przeczytamy w całości... kto wie.

No ale już dobrze. Co tam u was? Ha! Chciałbym teraz oprzeć się mojej kanapie, wyciągnąć Alpinkę z kieszeni i wysłuchać każdego, kto czyta teraz ten felieton. Teoretycznie jest to możliwe w dobie zasranej elektroniki – ale nie o to mi w sumie chodziło – fajnie by było gdybyś mógł/mogła też się oprzeć mej kanapie... Mhm. Być może to pytanie retoryczne – które jest wstępem do „Co tam u nas”. Cieszę się i śmieje teraz, że to widze jasno i przejrzyście. Na pewno sleo to pisze, i to jeszcze nie jest napisane – i na pewno (jak to się mówi slangiem wywijając) styl „pisarski” wyluzował się, jak koło luzuje się w rowerze, co trzeba śrubokrętem je doprawiać. No tak - inna polewa. Łyk herbaty, małe niuchnięcie i piszemy dalej. Puk puk, niuch niuch. Zappa gra!
Co tam u nas – no trudno napisać. To juz X raz kiedy piszę o „Otabace” sam, a przecie jak dobrze wiemy to liczba MNOGA. No ale innej opcji póki co nie ma. Chociaż... postaram się zanieś ten tekst wszystkim z otabace i jak będą chcieli mogą coś dopisać, lub – no dobra jak będą chcieć mogą coś gumką nagryzmolić... Ale delikatnie, żeby dziury nie zrobić. Nawet miło by było tworzyć taki tekst wspólnie, że ja coś piszę, czy np. Grzesiu i ktoś to dalej kończy... Ale już widze minę niektórych, jak zobaczą te słowa i spytają co ja mam tu napisać?! „Hej ho mam na imię Mateusz i mam 25 lat i mam...” Ha ha! Nie no - koniec. Finita la Commedia mówiąc językiem Felliniego. Tak naprawdę nie jest tak wesoło jak było do tej pory... W sensie pisania felietonu, zadumałem się trochę po tym ostatnim zdaniu. Eh. No bo co. Niby żyjemy wszyscy. To jest plus. Chyba każdy jest zdrowy w tym momencie – a na pewno nie choruje jakoś znacznie... To są plusy. Ale generalnie trochę się posypało i tak nostalgicznie się robi jak powspominam „stare, dobre czasy”... Eeeh.

Bywam teraz w Krakowie, Tarnów się pokończył, Bystra trochu też. Grzegorz tu został, studiuje i pracuje – tak samo jak ja... Psia krew – studenci! Mateusz szuka teraz miejsca na Ziemi - na życie. Powodzenia bracie – abyś je odnalazł – najważniejsze, że szukasz go we dwoje... Michał – tak, chciałbym wiedzieć co teraz robisz... Nie mam pojęcia, pewnie studiujesz, pewnie na Śląsku – ale głowy uciąć sobie nie dam za Ciebie... I tak trochu rozstrzeliło nas prawda...Rzadko tabaczymy razem, a przecież to podstawa całości, w kupie siła, wszyscy o tym wiedzą. Trochę mi jej brakuje, to ona tak cudownie inspiruje... Wszyscy razem – ale każdy osobno, tak naprawdę... Pięknie, czas zweryfikuje dwie cholernie ważne rzeczy – jedna, to nasza przyjaźń, a druga, to miłość do tabaki... Zaczynaliśmy na jednym podwórku, tabacząc na jednym konarze drzewa. Gałąź pękła i wszyscy zaczęli spadać – każdy w inną stronę, tak wysoko siedzieliśmy, tak rozmarzeni – że do dziś niektórzy z nas lecą... Tylko każdy powpadał w inne tunele powietrzne... tak pewnie musiał, tak wypadło? Ciężko jest kochani czasem tworzyć dalej pod jedną i tą samą ideą... Trudno kiedy nie ma się wokół siebie tych, którzy przyczynili się do narodzin Jej. Trudno jest najbardziej wtedy, kiedy jej się w sercu nie ma. Ja wówczas nie potrafię, może dlatego piszę jak zaklęty różne teksty dla otabace kiedy zawitam do portu rodzinnego... Tam jeszcze Siebie nie odnalazłem, tam jestem jeszcze obcy – cały czas. To jest wielka miłość, jedna kobieta – tabaka – kilku mężów dzielnie jej broni. Okres romantyczny – Kochankowie z Marony – chyba już minął. Przejrzyjcie stronę... Oj gdybyście mogli zobaczyć zakazane filmiki... zakazane teksty... pierwsze strony, artykuły. Ostatnio je oglądałem – rzadko płaczę, wtedy mi się udało... To był właśnie ten okres, czysto romantyczny! Wtedy robiło się rzeczy „głupie” przecież każdy wie, niektórzy pamiętają... Kwiatek. I to było naturalne, prawdziwe, piękne, natchnione!!! Dlatego tak mi żal, kiedy teraz kilku „Złych” każe grzebać w historii i usuwać te wszystkie uniesienia, te wszystkie cudowne chwile, a sami w nich uczestniczyli... Teraz niby dorośli, nie przyznają się do nich, a co lepsza uczą młodych jak żyć!!! 
Romantyzm się skończył! Przyszła wojna. Przybyła tak po cichu. Jak złodziej. Szeptem teraz. Idę na paluszkach... I Musieliśmy wyjechać, każdy wziął bagnet na ramię i wyruszył. Ona tu została. Czeka do dziś. Kto ją ma jeszcze w sercu? Kto naprawdę kocha ją nadal... Kto pisze listy z wojny, cały czas. O niej, dla niej. To była tyko głupia miłostka, czy może coś poważniejszego, może wreszcie coś do końca prawdziwego... Na wojnie poznaliśmy wielu ciekawych żołnierzy, jednego nawet zauroczyliśmy w niej. Ma na imię Michał. I tak teraz wygląda sytuacja. Wojna się nie skończyła – trwa nadal – my na oddzielnych frontach. Pozostało nam jeno listy pisać, tak jak ja teraz. Siedzę w okopie, blisko granic słowackich, lampką oświecam sobie kawałek kartki, zamarzniętą ręką trzymam pachołek ołówka. Mamy szósty luty, roku dwa tysiące osiem. Siedzę w jakimś sadzie, przy opuszczonym domu, podkopałem trochę ziemię tak że Cieplej się zrobiło. Ale jakoś smutno i nostalgicznie jak to piszę. Łza spada na papier, zamienia się w lód. Aby nasza miłość nie spadła tworząc przeźroczysty kamień wspomnień. Modlę się o to. Czas – ty bezbłędna dziwko!!! Pokaż nam swe oblicze! Co masz jeszcze w zanadrzu. Abyśmy nie zbłądzili jeno. Żebyśmy tylko nie zbłądzili! Proszę. 

Jutro pójdę po chleb – to mi dobrze zrobi. Myślę, że wielu z was rozumie Otabace. Potrafi zajrzeć do naszych serc. Tak wiele tekstów, energii, fotografii, uniesień – ukazało nas prawdziwych. Poznaliście Otabace – powoli, skrupulatnie poznaliście nas samych. Znacie już nasza wielką miłość, jaką jest Tabaka. Niektórzy z was się zakochali się w niej na równi – wiem o tym... Wiosna, zapachy – łatwo się zakochać. Trochę się do tego przyczyniliśmy – to bardzo dobrze. Zatabaczmy sobie teraz wszyscy. Odpocznijmy. Ci którzy znają już nas dobrze, poznali nas przez Otabace – nie nalegają na aktualizacje, czekają jeno spokojnie, wiedzą i wierzą (jak my zawsze), że Ona nadejdzie – ale musi trochę czasu minąć, musi – wiecie już czemu, na wojnie trudno o dobry kontakt, który równa się energii, ona przynosi twórczość, wynikiem której na ostatku jest aktualizacja...
To trochę skomplikowane, ale tak bardzo prawdziwe – nie wszystko jest proste kwiatuszku. 

Głowa do góry! Woda dalej płynie. Ten felieton się kończy. Ale nie my – ale nie Ja. Dziś było już komediowo, sentymentalnie, opisowo, symbolicznie... Misz masz otabace – taka mieszanka – byle nie z tabaki... Dlatego nie boje się akurat w tym miejscu złożyć raz jeszcze pokłony gościom domku „Otabace”. Pieprze sentymentalizm i pocałunki w policzki! Dzięki że jesteście. Dziękuje wszystkim tym, którzy nas odwiedzają, zamieszczają wpisy w Księdze Gości, krytykują, podbudowują na duchu i przede wszystkim inspirują do kolejnej porcji świeżych doznań... Dziękuje wszystkim tym którzy do nas piszą listy, przepraszam, że rzadko na nie odpisuje – sam nie wiem czemu – kiedyś to zrobię... Naprawdę współtworzycie to dzieło, pewnie nawet sami nie wierzycie w to – ale ja wam mówię, że tak naprawdę jest!
Do zobaczenia na żywo. Zdrówko!

Sleo, 2008r. 

powrót do działu Felietony