


Los chciał , abym to ja zapoczątkował na łamach otabace.pl, opis tabak, nowej dla naszych serc firmy niemieckiej - Lotzbeck
Zacznijmy od pudełeczek, które niejako bywają wizytówką firmy. Tym razem nie jest inaczej. Wszystkie sześć tabakierek, które było nam do tej pory widzieć, mają identyczne kształty. A jak wyglądają? Cóż, rewelacji oraz rewolucji nie ma, niestety. Klasyczny prostopadłościan mieszczący 1/3 uncji (ok 10g.). Zamykany dynksem, który, tu trzeba przyznać producentowi racje, szczelnie zamyka wnętrze. Niemniej nie posiada on wymyślnej blokady na ściance pudełeczka, tak popularnej wśród produktów Poschla. Tabakierka składa się z dwóch części (plus dynks), da się ją bez problemu otworzyć, a pomagają w tym dwa otwory po brzegach, coś jak w Lowenie Poschla, ale zdecydowanie większe. Od frontu - biała nalepka informująca o zawartości, plus świetne logo ( o nim za chwilę), na jednej ze ścianek- kod kreskowy. Z tył - wytłoczone informacje o wiekowych tradycjach firmy, kraju pochodzenia, wadze, oraz ledwo dostrzegalna informacja o możliwym zagrożeniu po zażyciu.
Logo - na logo składa się jeleń( tudzież łoś, nie jestem pewien) i człowiek w jego porożu. Co dokładnie ten człowiek tam robi nie wiem, niemniej coś trzyma, może kawałek poroża, może nożyce, ciężko stwierdzić. Niemniej zwierze nie jest zaniepokojone, może nieco zdegustowane. Postać ludzka natomiast dumnie dzierży coś w rece.
Przejdźmy teraz do wnętrza, czyli smaku. Jako, że mam przed sobą wyrób pozbawiony tytoniu (Nikotinfrei- napis na pudełeczku), ciężko się w ogóle rozpisywać. Po prostu - bardzo orzeźwiająca zawartość, zmielenie bardzo duże. Produkt suchy, pozbawiony jakichkolwiek grudek, bardzo sypki.
I to na tyle jeśli chodzi o ten wyrób. Mogę tylko wyrazić nadzieję, że będzie mi dane opisać inne wyroby Lotzbecka, nadzieje, bo z dostępnością jest bardzo kiepsko. Opisywaną tabakierę dostałem od znajomego, który będąc w Austrii, po długich poszukiwaniach, dorwał trzy sztuki...