


Kolejna z serii Niemieckich przysmaków firmy Lotzbeck, datowanej na XIX w.
Tym razem gościmy tabakę w czerwonym, a raczej buraczkowym pudełeczku. Jako, że już dawno nie kosztowałem tabak taj rodziny, ciekaw jestem moich reakcji i odczuć. Odmykam tabakierkę.
Pierwszy wdech i już można przypuszczać, ze będzie to mocna tabaka oraz że będzie miała duszę - coś co pozwoli jej zapaść w mą pamięć, tak bombardowaną innymi smakami tabak. Czuć ewidentnie tytoń. Ktoś kto kiedykolwiek otwierał paczkę tytoniu przeznaczonego do skręcania, wie o czym mowie. Zapach niemal identyczny, coś może jakiś owoc przebija się nieśmiale. Może by ja spróbować?
Kolor Lotzbeck Perle - najpopularniejszy. Ciemny brąz, sypkość zadowalająca, brak grudek. Podejrzewam łatwość w formowaniu kształtów, niemniej skosztuję z raczki, zdrowie!
L. Perle ładnie układa się w nosie. Nie szczypie aż nadto, niemniej pewno przy większej dawce mogłaby. Przewidywania co do mocy potwierdzają się. Gustownie to podkreśla - zdecydowana przewaga smaku tytoniu nad dodatkowymi aromatami.
Ciekawi pewnie zapytają: "a co z tymi perłami? Wszak w nazwie występują!" Prawdopodobnie producent chciał podkreślić wyjątkowość tej mieszanki, bowiem Perle to połączenie dwóch wysokiej klasy aromatów - w tym wiśni, która jednak wyczują nieliczni, a może Ci sami, co w Gawih Apricot (Poschl) czują morele.
Reasumując. Tabaka ta to kolejna ciekawa odskocznia od popularnych, aż nadto nasączonych produktów SG czy Poschla. Tak czy inaczej polecam spróbować.