


(w poszukiwaniu smaku zaginionego)
Witam. To pierwszy opis z tej serii. Tak naprawdę to ta tabaka natchnęła mnie do stworzenia felietonu - by móc następnie ją opisać. Ciekawe - ale tak było. Obcuje z tym jakże smakowitym "ciasteczkiem" już ponad pół roku i jestem gotów na opis. Znam dokładnie strukturę, odcień, koloryt i co najważniejsze odnalazłem zaginiony zapach! Wyjątkowa rzecz poczuć tą tabakę, pochylić się nad stołem pełnym okruch brązowego chleba - chleba tytoniowego - tabaki. Pozwólcie że w tym momencie pójdę w podróż do kuchni, gdzie zamierzam zaparzyć sobie pewnych ziół, które dodadzą mi mocy twórczej, a i ręka ma będzie sprawniejsza - po zażyciu owego nektaru. Nie będzie mnie jeno chwil kilka, lecz gdy wrócę dopadnę pióro z niemałą ekspresją!
No dobrze może ma ekspresja nie sięgnie wyżyn jakimi odznaczył się np. Mathias Grunenwalld tworząc swój słynny ołtarz z Isenhaine, lecz za to może dorównać nie mniej utalentowanemu pisarczykowi o mało znaczącym pseudonimie jakim jest sleo. Po tym jakże pokornym wstępie jestem gotów opisać Apricot Snuff. Jeśli chodzi o nazwę nie jest ona misternie tajemnicza, można by się nawet odważyć o stwierdzenie, że zdradza w "pewien sposób" zapach jakiego mamy oczekiwać... Myślę, że w Polsce i na świecie jest wielu - całe galony miłośników moreli. Przyczyniła się do tego pewna malutka firma z Niemiec która, dla podniesienia swych dochodów wypuściła zamknięty zapach moreli w pewnym malutkim czarnym opakowaniu - no i zaczęło się. Tabaka była i jest wyśmienita - ludzie oszaleli na jej punkcie - tj. Zapachu moreli... I zaczął się cały kiermasz związany z nazwą tej tabaki, nickami, tatuażami, brelokami, smyczami itp. , itp. ... Cóż Gawith jest smaczny - kiedyś miałem nawet zaszczyt go opisać, i pomimo całej niezdarności, opis jest całkiem rzetelny. Ale nie o Gawithu mieliśmy rozmawiać, ale ta nazwa "Apricot Snuff" nasunęła mi od razu skojarzenia... Gdy pierwszy raz ją otwierałam miałem nadzieję poczuć morele - cieszyłem się wówczas niezmiernie, że te jakże smaczne owoce (właśnie zajadam),które poznałem na początku swej drogi tabaczanej, doczekały się innego wydania, i z pod innego szyldu produkcyjnego. Powodów do uciechy było wiele, a i ciekawość mną zawładnęła. No i był ten pierwszy niuch - wówczas wcale nie poczułem żadnych tam moreli... Dziś tabaczę może setny raz ten sam proszek i co? No właśnie zobaczmy wpierw jak to wygląda fizycznie ...
Pierwiosnki - czy wiecie jakie to kwiaty ? Takie małe, żółciutkie co pierwsze warzą się na to by obwieścić światu, że wiosna nadchodzi! Niektórzy zręczni znachorzy zbierają ich płatki, by następnie wysuszyć, i w zimowe dni sączyć ze smakiem przy ognisku, ostatni smak wiosny na Ziemi. Można też gotowe płateczki zanurzyć w spirytusie, tam wygrzewając się nabiorą magicznych właściwości uzdrawiających wszelkie obrzęki ciała jak ból głowy czy zraniona ręka... I jestem przekonany, że ci sami znachorzy mogli by dodać tych samych płatków do utartego tytoniu by w rezultacie otrzymać zapach zbliżony - a może i niemalże taki sam do Apricot Snuff braci Wilsonów! Taki bowiem zapach emanuje z siebie Apricot. To niesamowite, ale ta bardzo stara tabaka, najdokładniej z wszystkich - zrekonstruowała w mych wspomnieniach smak wiosny po zażyciu jej. To było momentalne skojarzenie, i zawsze mi towarzyszy podczas kosztowania tego daru natury - daru wiosny. Sam smak bardzo mi odpowiada, jeśli chodzi o mój gust co do bukietu smakowego. Jest delikatny, stonowany, bardzo dobrze doprawiony, niesamowity, przejrzysty, unikatowy, i ma w sobie to coś, że można by siedzieć nad otwartą tabakierką całe wieki, z nosem zanurzonym w jej głębinach...
Smak, nie przypomina mi mgiełki zapachowej jaka unosi się nad polaną pełną pierwiosnków, to coś bardzie skondensowanego - kontakt sam na sam z danym okazem - lub bardziej (i przy tej opinii pozostaje) jeszcze skondensowanego, tzn. Góry pierwiosnków zebranych przez znachorów, suszących się na ich parapetach w szale słońca. Ja wówczas podchodzę do tej góry kwiatów i zanurzam twarz swą w ich ogromie - i wówczas nadchodzi ten zapach - sięgam absolutu. Słońce, wiosna i pierwiosnki - dotarłem do prawdy! Czuję w tym momencie zapach jaki zawiera w sobie tajemnicza przestrzeń ziarenek Apricot Snuff...
Czemu nazwa własna tej tabaki koliduje z mym spostrzeżeniem ? Nie wiem. Jedynym skojarzeniem mogła by być pewna słodycz, która występuje w morelach i którą znalazłem w zapachu pierwiosnków. To ta nektarowa słodycz, która jest ukryta stanowczo na drugim planie. Wychodzi ochoczo gdy smak ma już odejść z naszych nozdrzy - wówczas to przez pewną prawie, że nieuchwytną chwilę (a jednak) przesuwa nam się w podświadomości zamach młodych moreli... To szybo znika - ale istnieje. Morele są tu w podświadomej warstwie zapachowej, świadoma natomiast jest woń wiosennych pierwiosnków zebranych w jedno naczynie.
Tabakierka bardzo użyteczna. Awers i rewers się co prawda nie zgadzają co do ukierunkowania (pewnie ktoś źle nalepił naklejkę), ale reszta jak najbardziej zgadza się. Tabakierka koloru granatowego, rewers grawerowany - awers z naklejką gdzie Apricot dumną czcionką przyjęło kolor - morelowy, natomiast Snuff podobnie jak "J&H Wilson" przybrało kolor chromowy. Rzeczą bardzo miłą jest fakt umieszczenia małej ikonki tuż przy dozowniku. W malutkim kwadraciku znajduje się ikona rączki, przedstawiona schematycznie, a w miejscu gdzie tabaka najlepiej sie czuje (tzn. W takim rowku na ręce) zaznaczone jest kółeczko z wpisanym w je słowem snuff. Bardzo dobra ikona. Tabakierka zamyka się w kształcie prostokąta, z zaokrąglonymi rogami, gdzie na jednym z nich projektant umieścił szczelny dozownik. Tabakierka charakterystyczna dla tej firmy.
Odkryłem zaginiony smak żółto - brązowego pyłu, o bardzo misternym zmieleniu. Tabaka ta jest podobno starsza ode mnie, to jednak niczemu nie przeszkodziło by powróciła do świata żywych - i to w jeszcze w jakim stylu. Ta która liczyła najwięcej wiosen na swym koncie - przybyła tu dumnym krokiem w sukni obsypanej pierwiosnkami krocząc i pachnąc zniewalająco - jak piękna i młoda Polska wiosna....