


W czasach podstawówki modna była zagadka: co to jest - w dzień zielone, w nocy świeci. Odpowiedź brzmiała: Morze Bałtyckie.
Jakie by nie było to nasze polskie morze, chyba każdy z nas je widział i na swój sposób pokochał. Bo mimo, iż proste, brudne, a czasem i niezbyt przyjemne w zapachu, ma swój klimat. Patrząc w jego pozorny bezmiar można się zapomnieć, odpłynąć stąpając lekko po piasku. Zawsze zastanawiałem się, cóż to takiego jest ta "morska bryza". Bo w końcu tyle się o niej mówi, tu się chwali, tam się zachwyca, a to przecież "tylko wiatr tylko". Fakt, iż wiem, jak bryza morska powstaje niewiele mi rozjaśnia. Tak jak detektyw-inwektyw wcielony w rolę Marzeny Bawół pytał: "jak ta dioptria wygląda?" pytam się - jakiż to zapach? Coś na kształt świeżego powiewu o poranku, który stawia na nogi lepiej niż kawa po turecku parzona przez samego sułtana? A może to właśnie to, co poprzez nozdrza "odpływa" nasz umysł i duszę "właśnie tam"? Jak odświeżacz do WC? Majeranek?
A gdyby wątpliwości połączyć z oddaniem się pasji i spróbować je rozwiać tabaką? Gawith Hoggarth to producent tabak, którego wyroby mają nazwy tyleż mówiące wszystko (Almond, Sandalwood, Strawberry), ileż osobliwe i mówiące niewiele (Mitchells Special, M4X, Western Glory). Pytanie, które się nasuwa brzmi następująco: do której z tych grup zaliczyć Sea Breezes? Bo wielce byłem ciekaw, czy w końcu rozwieją się moje wątpliwości odnośnie właściwości morskiej bryzy, czy być może Sea Breezes z zapachem morskiej bryzy ma tyle wspólnego, co Mitchells z zapachem kanadyjskiego pisarza na cześć którego powstała...
Pierwsze doniesienia odnośnie tejże tabaki otrzymałem ze strony dwóch niezależnych od siebie tabaczarzy, którzy nigdy z sobą nie rozmawiali. Były one skrajnie różne. Pierwszy z nich zapach Sea Breezes porównywał do majeranku i zdecydowanie mi ją odradzał, zresztą skutecznie - ujrzałem wtedy dość kosmiczny obrazek: oto ja stoję sobie na skraju molo w Sopocie, zupełnie sam, jak młody bóg z rękami wyciągniętymi na boki. Głowę mam skierowaną lekko ku niebu, zamykam oczy i biorę głęboki wdech. I czuję się pokrzepiony zapachem... mmmajeranku. Dziękuję bardzo - pomyślałem wówczas i zdecydowałem się na GH Almond.
Innym razem zasięgnąłem opinii drugiego z tabaczarzy. Odpowiedź była zdumiewająca: "morsko. Jak morski odświeżacz do WC. Nieźle. Tym razem przed oczami stanęła wielka muszla klozetowa. To ona była bogiem, a ja musiałem się lekko spoliczkować, aby powrócić do realnego świata. Może kiedy indziej - wolę Magneta, przynajmniej głupie obrazy z głowy wybije.
I bądź tu człowieku mądry - dwie opinie, jedna "zachęcająca" bardziej niż druga, "za jakie grzechy" myślę sobie i z uporem rolników organizujących blokady jakieś kilka lat temu, wzbraniam się przed zakupem tejże tabaki. Zbyt duży szacunek mam do GH. Jest jedno ale... Co do diabła z tą morską bryzą? No i upór zostaje spłukany w toalecie. Z kostką o zapachu morskim, chciało by się dodać. Nabędę, sprawdzę, a niech tam!
Paczuszka z Sea Breezes dotarła do mnie w zeszłym roku, podczas gdy oczarowywałem się mocą i pięknem polskich Tatr. Ciekawość była ogromna. Jak zwykle przeprowadziłem wstępne rozpoznanie. Wrażenia: igłowata. Majeranku brak. Wielka muszla klozetowa mnie nie goni. Jestem bezpieczny, można sypać. O! Ziarenka. Powinno być mocno. Kłująco i przyjemnie. Lewa... Prawa...
Bryza. Morska bryza. Nie powiem, na przyprawach kuchennych trochę się znam, z majerankiem do czynienia w życiu miałem dużo, ze świeżym również. To nie to. Całe szczęście to nie to. Jak to dobrze, że opinie tabaczarzy są względne. Jak dobrze, że nie wszyscy mają takie same węchy. Że aromat to sprawa subiektywna. A co z odświeżaczem? Nie bardzo. Odpada. Razem z morską kostką i morskim czymś, co usuwa zarazki, wirusy, bakterie i grzyby.
Czyli, że jest dobrze? Owszem. Dobrze, ciekawie, rześko. Tak właśnie się poczułem po pierwszych szczyptach. I radość moja była przeogromna. I duma też, że przekorny jestem. W radości i dumie mijały sobie tygodnie - i nagle myśl nieznośna w głowę mi się wdarła - prawdziwy cel: co z tą cholerną morską bryzą!
Mówiąc szczerze niewiele mi ta tabaka rozjaśniła. Jest bardziej leśna niż morska, po zażyciu czujemy zapach drzewek choinkowych. Ich szyszek i igiełek. Oczywiście zostajemy uraczeni lekkim ukłuciem, co potęguje wrażenie, iż mamy do czynienia z lasem iglastym. Z drugiej zaś strony pozorne jest wrażenie, że jest to tabaka wyłącznie klimatyczna (co zresztą nie byłoby zaskoczeniem, w końcu to GH). Sea Breezes wykazuje właściwości orzeźwiające, co najlepiej daje się odczuć podczas upalnych dni.
Skoro zaś próbowałem sobie zobrazować odczucia wspomnianych wcześniej tabaczarzy, postanowiłem uczynić tak i tym razem. Zamiast mola i majeranku oraz muszli klozetowej moim oczom ukazały się wydmy z tabliczką "chodzenie po wydmach surowo wzbronione", porośnięte sosenkami, a pośród tych sosenek ja - bezczelnie łamiący zakaz z tabliczki. I głęboki wdech... Jest błogo... Dziękuję, Gawith Hoggarth!