


Witam ponownie Szanowną Brać Tabaczaną. Dziś uświadomiłem sobie, że dawno nie było u nas opisu tabaki markowanej przez Gawith Hoggarth. Postanowiłem - tak dalej być nie może. Bo wiadomo - firma mało znana przez Polaków, najbliżej można ją dostać u zachodnich sąsiadów, a i ceną tabaki GH nas nie rozpieszczają... Było nie było, przejdźmy do opisu. Dziś zaprezentuję damę, którą zowią "Suchą pomarańczą"(Dry Orange).
Nad tabakierką nie będę się rozpisywał, gdyż jest ona identyczna, jak w przypadku Cinnamon'a i pozostałych tabak Gawith Hoggarth'a. Zainteresowanych odsyłam do opisu. Mogę tylko dodać uwagę Wela, jako ciekawostkę: otóż - mały szczegół, który odróżnia tabakierki GH od Lowena to sposób umieszczenia naklejki na awersie. Jest ona przyklejona, jak to się mówi "do góry nogami". Ot, taki szczegół, co przez Wela został pewnego dnia zauważony.
Wracając do sedna. "Sucha pomarańcza" jest kolejną tabaką z silnym angielskim akcentem. A widać to już w nazwie. No, bo w końcu "sucha". No, tak, ale może to się samej pomarańczy tyczy, a nie tabaki - przecież tak być może i nic w tym dziwnego bym nie upatrzył. Mogłoby być nawet zabawnie. Jednak nie jest zabawnie - panowie Anglicy piszą "sucha" i tabaka jest sucha jak tegoroczny lipiec w Polsce. Zmielona mocno i, jak w przypadku Cinnamon'a, zauważalne są małe ziarenka. Barwa - zdrowy brąz, czyli bez niespodzianek.
Posiadam taki nawyk, że przed degustacją otwieram dynks tabakierki i oględnie sprawdzam aromat. W Dry orange przedstawia się on następująco - bardzo przyjemny i wyrazisty. Dość charakterystyczny dla tabak GH. W przypadku Cinnamon'a pisałem, że czuś "coś jak za komuny". Teraz udało mi się bardziej zdefiniować tenże aromacik - bardzo, ale to bardzo kojarzy mi się z aromatem charakterystycznym dla kadzidełek(tych, co się kupuje w sklepach indyjskich). Choć nie jest tak intensywny.
Gdy zażyjemy "Suchą pomarańczę" poczujemy bardzo ostry, kłujący, suchy aromat. Dokładnie ten, który czuć po otwarciu tabakierki. Zdziwi się ten, kto oczekuje zapachu świeżej pomarańczy. Zresztą, nie ma się co dziwić - to Dry, a nie Fresh Orange. Zaznaczam, to, co czujemy zaraz po zażyciu nie jest właściwym aromatem, o nie! Gdy już minie kłujące uczucie, po naszych nozdrzach zaczyna rozchodzić się zapach bardzo słodki, przyjemny i relaksujący. Z początku zastanawiałem się, dlaczego w ogóle "pomarańcza", bo takowego w owocu w tejże tabace wyczuć nie umiałem. Minęło troszkę czasu i w końcu wiem - jeśli weźmiemy pomarańczę, obierzemy ją, i teraz - pomarańczę możemy zjeść, albo zrobić z nią cokolwiek, ważna jest skórka. Tę skórkę odłożymy na kilka dni, aby lekko wyschła, aczkolwiek nie straciła całego aromatu. No i wąchamy skórkę - to, co poczujemy jest wyczuwalne w GH Dry Orange, aczkolwiek stłumione. Sama moc tabaki nie jest również tak duża jak w przypadku Cinnamon'a (nie mówiąc już o arcymocnym GH Almond).
Czyli, jak by nie było - jest sucho i jest pomarańczowo. Najważniejsze jak jest jednak to, że jest i pysznie - to prawdziwa angielska arystokratka! Nie ma wątpliwości - wyroby firmy Gawith Hoggarth to prawdziwa uczta dla smakoszy angielskich tabak. I właściwie(niestety)tylko dla nich. Osoby nie gustujące w tabakach McChrystals, czy Samuel Gawith, raczej nie polubią specyficznego aromatu i nie poczują klimatu, jaki niewątpliwie jest w tabakach Gawith Hoggarth. Z początku wydawało mi się, że są one przystępne nawet bardziej niż WoS'y. Z perspektywy czasu wiem jednak, iż te przypuszczenia były błędne. Mimo wszystko, bardzo mocno polecam "Suchą pomarańczę". Jednak nie każdemu.