

![]()

Pewnego dnia zacząłem się zastanawiać komu powinienem podziękować, za to że aktualnie mym kompanem jest tabaka? Zacząłem dedukować.... Był na początku brat, jego kolega, ślad jednak szybko zaginął. Było mi troszku smutno, że owy "mentor" nie jest przeze mnie pochwalony. Jednak w niedługim czasie zacząłem wtajemniczać się w czarodziejski świat Tabaki...... Teraz już wiem! Dzięki Krzysiu! Krzyś jakby ktoś nie wiedział to odkrywca Wysp Bahama. Na nazwisko miał Kolumb. W czasie jednej ze swych wycieczek, a było to dawno bo w latach 1494-96, idąc plażą zobaczył Indian. Wiecie co robili Ci goście (zresztą nie dziwcie się przecie sami robicie to często:) po prostu niuchali sobie! Nie był to oczywiście Gawith, czy Medyk. Było bardziej skromnie lecz za to bardzo "prawdziwe" ponieważ były to starte liście tytoniu. Nie wiadomo do końca co się wydarzyło owego dnia na plaży ........ Wiemy jedno, słowo "Tabaka" kojarzy się z: dobrocią, życzliwością i przyjaźnią.
A więc możemy sobie wyobrazić przebieg sytuacji.
Krzyś olśniony tabaką dostał od zaprzyjaźnionych Indian dość spory zapas tabaki. Z całej historii wynika, że pierwszym szczęściarzem w Europie był Krzyś Kolumb, no i ma się rozumieć jego załoga. Oczywiście tam mieli dobrze skąd pochodził odkrywca nieznanego dotąd słowa "tabaka" A więc pierwszymi szczęśliwymi krajami w Europie była domniemana Hiszpania i Francja.. Ale nie wszyscy mieli do niej tak po prostu dostępu. Chyba katolicy za wielkie męki za czasów Nerona zostali nagrodzeni, bo bowiem u nich wpierw zagościła Tabaka.
Idąc dalej składam ukłony za dalszą tułaczkę Tabaki królowej Katarzynie Medycejskiej. Popatrzcie czy to zbieg okoliczności, że jej nazwisko jest, aż tak pokrewne z "dzisiejszym" Medykiem ..... :) Ludzie zażywający tabakę, szukają w niej rożnych przymiotów. Jedni biorą ją za miłość, drudzy tylko za używkę.... Kasia natomiast znalazła w niej lekarstwo! Ciągle żywe litery z owego okresu powiadamiają nas, że królowa "szczyptą" tabaki leczyła ból głowy ukochanych synków. Podobno działało! Ja w to osobiście wierzę. A tak przy okazji ciekawe dlaczego gdy ja choruje nie dostaje na noc szczyptę Gawcia od mamy tylko jakąś aspirynę .... :( Dwór Kasi świętował bo miał Tabakę!
Nie lubię gdy jakieś złe "prądy", czy zwyczaje przypływają do nas np. z Ameryki. Uważam to za złe, mam niemal wstręt do tego. Tu jednak zrobię wyjątek. Bo jeśli ktoś podpatrzy zwyczaj zażywania Tabaki, a następnie dokonuje ekspansji na swoim terytorium, to go za to pochwale. Tak postąpił i chwała mu za to król: Anglii, Szkocji i Irlandii KAROL II. Król wypatrzył co i jak, gdzie i kiedy i przytaszczył Tabakę na Wyspy Brytyjskie. Jego żywot był bardzo egzotyczny i niekoniecznie szczęśliwy. Nie mogę przecie nazwać człowieka "szczęśliwym", jeżeli został wygnany z swej ojczyzny...... Po długiej tułaczce Karol w roku 1660 powraca do Londynu. Wraz z jego wkroczeniem zaczyna się "zajawka" ze strony arystokracji na Tabakę. Anglia staje się mocarstwem "Tabaki". Niuchają niemal wszyscy, którzy są w jakikolwiek sposób nazywani arystokracją. Jedni rozprowadzają tabakę na dworach, tak jak np. Ania Stuart, która objęła sobie za cel rozpowszechnieniu "ambrozji" wśród wszystkich przedstawicieli płci pięknej na dworze. Z planów przeszła do realizacji, i moi mili udało jej się! Teraz, aż dziwota ale przyznam wam się, że nie znam żadnej kobiety którą mógłbym nazwać prawdziwym "snufferem"
Jest gorzej, a niżeli mógłbym pomyśleć, panie z mego środowiska nie rozumieją ideału tabaki i mają wstręt do niej. Inni znów dostawali ciekawe przydomki takie jak : "Tabakowa Charlotte" Wyjaśnienie tego przydomku jest proste. Charlotte to imię królowej, a tabakowa to od tego, że znana nam Charlotte bardzo często niuchała. . W tym momencie powinniśmy zaufać naukom biologii i genetyki. Jeśli chodzi o dziedzictwo zwyczajów i genów. Mianowicie synek Charlotte i Jerzego III o imieniu Jurek IV (Pewno po tacie:) był niemal fanatykiem w dziedzinach "sproszkowanego tytoniu"
Popatrzcie bo jeśli ktoś ma specjalny jadłospis tabak na cały dzień, buduje własne pokoiki w których nic nie może przeszkodzić w delektowaniu się tabaką....... to jak mam go nazwać? Tak się żyło u pana!
Zajrzyjmy teraz do kieszeni zwykłego, przeciętnego, niczym nie wyróżniającego się Człowieka. Czy także u niego gościła tabakiera napełniona po brzegi magicznym specyfikiem? TAK! Ale musiał troszku poczekać (względem arystokracji) Wpierw dostał ją Brytyjczyk, następnie Niemiec, Habsburg, Polak, Rosjanin.... A wszystko zaczęło się od nieprzyjemnej historii, a potem potoczyło się niemal reakcją łańcuchową. Nieprzyjemna, ale zależy dla kogo... :)
Teraz wyobraźmy sobie Atlantyk. Jest rok 1702. Woda lekko uderza w rufę statku. Niebo jest krystalicznie czyste. W spokoju płynie żaglowiec hiszpański napchany po brzegi tabaką. Ludzie rozkoszują się na pokładzie ambrozją. Niemal jak w raju. A tu nagle z permanentnej ciszy wyłania się zbrodnia! Żeglarze zostają obrabowani z całego skarbu - tabaki..... Nieprzyjemne dla nich, ale szczęśliwe dla ogółu. Od tego właśnie momentu każdy marynarz dostaje do części swojego uposażenia tabakę. Musiał jej mieć naprawdę dużo, bo jeśli starczało na swoje wygody i jeszcze na handel to było jej sporo. Rozprowadzano ją wszędzie. W miastach, portach, wybrzeżach. Tak właśnie dostała się do kieszeni "...zwykłego, przeciętnego, niczym nie wyróżniającego się Człowieka..."
Już w XVIII wieku powstają pierwsze zarysy zakładów wytwarzających tabakę. Jest to "Samuel Gawith" i "Kendal" które trwają po dzień dzisiejszy i mają się z czego cieszyć, bo jeśli ma się tylu miłośników np. Gawith Apricot Snuff to jest powód do dumy i szczęścia.
Ciekawe czy w Polsce teraźniejszej mamy duży wybór tabaki, czy jest dużo sklepów ......
Nie ma co lukrować i kłamać, trzeba sobie odpowiedzieć, że: NIE! Smutna to prawda.
Dla porównania można powołać się na to, że Londyn w wieku XVIII obfitował w 400 sklepów z tabaką ...... Polska w owym czasie nie miała też powodów do narzekania. Znów złoże głęboki ukłon w stronę duchowieństwa. Owi ludzie kochali dwie rzeczy: Boga i Tabakę. Słowo "kochali" nie jest przesadzone, boje się że jest ono nawet za małe dla osiągnięć duchowieństwa. Posłuchajcie. Ojcowie Paulini w klasztorze na Jasnej Górze po prostu produkowali według własnych przepisów tabakę. Podobnie postąpiono w sanktuarium Wileńskim. To nieprawdopodobne, ale wytworzyły się nawet nazwy produktów z danego zakonu. Tak na przykład "bernardynka" pochodziła z produkcji zakonu Bernardynów. Największy nakład i miłość powierzony tabace złożyło duchowieństwo, ale nie tylko.
W mniejszym stopniu poświęciło się zwykłe mieszczaństwo. Ale trzeba zaufać zapiską Adama Mickiewicza z "Pan Tadeusz" i posłuchać jak opisuje miasto Kowna. "Miasta sławnego w świecie tabaką i miodem" W owych okresach powstaje wiele dzieł, które napominają o tabace. Tak jak już wspomniałem wcześniej "Pan Tadeusz", a następnie "Chłopi" czy "Spiżowa Brama" nawet doczytałem się fragmentów w książce "Szatan z siódmej klasy" takich jak "...ksiądz Koszyczek, siwy gołąb, czernią wybornej tabaki nieco tylko splamiony..." i wiele innych, potwierdza to fakt, że w wieku XVIII i XIX Polacy byli głęboko związani z tabaką. Odbiegając troszku od rodzimego kraju idę dalej chronologicznie. W tym momencie sumienie nie pozwala ominąć mi roku 1805.
Nie należy on do roku szczęśliwego. Powinniśmy raczej popaść w małą nostalgie i smutek. Zróbmy jak Napoleon Bonaparte, on zareagował podobnie..... Bo jeśli ktoś kocha tabakę, niucha miesięcznie 3 kilogramy i nagle dowiaduje się że podczas jednej z bitw przeciwnik obłożony masą tabaki nagle tonie, to można się zdenerwować! Napoleon żałował, że zniweczył taki skarb i zatopił flotę admirała Horacego Nelsona wraz z swoim przysmakiem. Powinniśmy poszukać w głębiach Trafalgarem, może coś się jeszcze ostało... :) Nadzieja nigdy nie tonie! W wieku następny czyli XIX idąc brukową ulicą rozpościerał się przepiękny widok, niuchali wszyscy! Czy to młodzi grający w piłkę, czy malarze siedzący pod drzewem nad swym pejzażem, czy starzy ludzie siedzący na ławce w parku, czy pisarze znajdujący się w zaciszu domowym, czy monarchowie wygodnie spoczywający na swym tronie, słowem wszyscy, szczególnie duchowni którzy obrali tabakę za kompana. Potwierdzeniem mych słów jest fakt że papież z owego okresu św. Pius X niemal kochał się w tabace i darzył ją wielkim szacunkiem. Można powiedzieć, że tabaka w tym okresie miała swój największy rozkwit. Niuchali wszyscy, doszło do tego że lekarze na różnorakie schorzenia na recepcie pisali: "Szczypta tabaki po: śniadaniu, obiedzie i do łóżka. Rankiem powinno być po wszystkim, a nawet lepiej" Do tej pory było wszystko piękne. Razem słuchaliśmy jak to nasza "ambrozja" rosła w siłach, niemal kwitła.
Nasuwa mi się teraz krótkie sformułowanie "Co dobre - szybko się kończy" Ale nie do końca ulega destrukcji. Po prostu zanika, powoli lecz skutecznie. A przez kogo? Wiadomo prze pierdoloną Amerykę. Przepraszam, że się uniosłem, lecz jeśli ktoś przysyła nam gumę "Huba Buba" i papierosy "Marlboro" i jeszcze zamąci dobrą reklamą to go po prostu nie lubię.
Tak stało się zwłaszcza w okresie powojennym(II) Nie będę pisał o tym więcej bo to po prostu smutne :( Kto kochał "naprawdę" tabakę pozostał przy niej do końca. A było to w szczególności społeczeństwo silnie związane z katolicyzmem, czyli: Bawaria, Tyrol, Irlandia, Kaszuby, Śląsk, również w wiktoriańskich kręgach angielskich i szkockich.
W niekonieczne "dobrej" dla tabaki teraźniejszości największymi producentami "naszej" tabaki są Niemcy i Wielka Brytania. Obecnie niucha mało osób. Ale te które to robią naprawdę kochają tabakę i Bóg zapłać im za to!
Tekst nie został by napisany bez posiłkowania się niezastąpionymi informacjami ze strony www.patriota.pl
Text autorstwa: Sleo
powrót do działu Tabaka