


(Holenderka)
Holandia, co prawda kojarzy mi się z innym specyfikiem, lecz tabaka widać i tu kwitnie, mając się całkiem dobrze. Godzina późna ostatnio mym życiem pogania, to i teksty późnym czasem popełniam. Myślę, że ów fakt nie wpłynie w żaden sposób destruktywnie na treść poniższą, a wręcz przeciwnie, doda jej sił nocnych ... Noc ciemna jak tabaka.
"Holenderka", tak sobie ją nazwałem, i takim terminem raczę się najczęściej posługiwać. To tak jakoś, samo wynikło. Trzeba wam wiedzieć, że ostatnim czasem, tabaki których kosztuje odbiegają niemalże "diametralnie" od tych pierwszych. Mam tu na myśli oczywiście, jak najbardziej płodną i szlachetną rodzinę Poschl-a. Tak nas wychowano w Polsce, w większości, i po tylu latach, aż dziw jak trudno wyzbyć się sentymentów. Bo i po co ? Sam nie wiem. Tabaki które ostatnio mam sposobność konsumować, są bardziej zbliżone do form tytoniowych. Czyli tak jakby wracamy do korzeni, siłą rzeczy. Proces tabaczenia staje się "naturalny", teoretycznie. Praktycznie raczej nie, boć przecie dla nas naturalne są olejki zapachowe, a nimi nasączony tytoń, sproszkowany rzecz jasna.
Zweimuhlen Snuff jest jak najbardziej tabaką. Tabaką, która ma wszystkie te cechy, które służą ku obronie tezy "tabaka". Jest ciemna, ciężka, tytoniowa, kicha się przy niej, niemalże nie posiada "sztucznego" zapachu. Podoba mi się całkiem. Jest fajna. Aż głupie to określenie - "fajna", bo tak mało konkretne. Zmusiłem się sam do sprecyzowania smaku. Osz, kolejny raz potwierdza się myśl Umberto Eco - "Autor jest więźniem swoich założeń".
"Mętny, bo ciężki aromat unosi się nad kratką zapachową". Tak zacznę swój opis smaku. Mętny, bo ciężki aromat unosi się nad kratką zapachową. Jest on niemalże, obdarty z konkretnych smaków. Czuć na pewno tytoń, nie czarujmy się, tak odpowiedział mi każdy poczęstowany. Choć ja sam, odczuwam tu coś jeszcze dodatkowo, to zaprzeczyć nie jestem wstanie, że i owszem "tytoń" czuję. Tytoń to szczególny - bo Latakia. Być może, czytelnicy przywołują teraz w swej pamięci, tenże rodzaj tytoniu... I być może wielu z nich nie ma przyjemnych wspomnień związanych z nim właśnie. Wielu twierdzi, że ten rodzaj tytoniu "śmierdzi". Po prostu, nie precyzując swych słów twierdzą, że śmierdzi. Nie znam powodów, które każą im tak mówić. Być, może wynika to z szeroko pojętej "estetyki" zapachowej człowieka. Kto wie. Tytoń ów, ma charakterystyczny "słodkawo - ciężki" zapach. Wiedzą to palacze tytoniu fajkowego, wiedzą to tabacznicy. Nie przypomnę sobie teraz, lecz wiem na pewno, że już gdzieś użyto "latakia" do produkcji tabaki, być może trzeba poszukać w rodzinie SG, lub GH... Po zażyciu, nadal czuję tego łobuza. Lecz teraz precyzuje moje przypuszczenia, i wiem, że czuję śliwki węgierki. Czyli mamy tu kopulacje węgiersko - holenderską. Mi ów płód smakuje. Przywołuje na myśl jedynie dwie rzeczy, a są nimi: kompot ze śliwek (ten na wigilię), lub pierogi śliwkowe. Ogólnie zapach to nie intensywny, a raczej posmak zapachu intensywnego. Precyzując w procesie reasumpcji, powiem iż: przed spożyciem tegoż wyrobu "tytoniowego" poczułem opar, podobny jak z kompotu śliwkowego, gdy ciepły on unosi się w powietrzu. Zażywając poczułem wyraźniej śliwki, niemalże je jedząc, np. w pierogach. Podczas całej operacji ochoczo towarzyszyła mi słodkawa woń, tytoniu latakia. O właśnie tak. Kolejny raz udało mi się ubrać myśl w słowa. Cieszę się z tego. Precyzyjniej nie potrafię. Cóż mogę dodać ? Ze mi smakuje, raz na dzień. Jedynie dla urozmaicenia monotonii zapachowej dnia codziennego. Nie zakochałem się w tejże tabace, lecz przyjąłem ją ochoczą w dom mej kieszeni. To tyle o smaku. Część pierwsza zakończona. W następnej części, dowiemy się jak wygląda tabakiera, przyjrzymy się jej z bliska. Dopowiemy też o kilku niuansach - jak to zwykle czynić lubimy. Ale to wszystko jutro, dziś sen owładnął mnie. Na dziś tyle, wszak trzecia dochodzi. Obiecuję jutro napisać o tabakierce. Dobranoc. Sleo się regeneruje.
Dzień dobry mi wypada powiedzieć. - Dzień Dobry. Wstydzę, się trochu tego odpoczynku, że tak mogłem, wiec bez zbędnych komentarzy zabieram się od razu do "roboty". Tabakierkę wykonano z przeźroczystego plastiku. To rzecz wręcz przełomowa. Czemu przełomowa? Bo czy ktoś pamięta, by jakiś producent pokusił się w historii tabaki o stworzenia pudełeczka właśnie z takiego materiału? Jak tabaczę, nie pamiętam. A już nie raz przy wspólnych rozmowach "otabace", niejeden tabacznik wychodził z takim, a nie innym konceptem. Bądź co bądź, to na pozór trafny pomysł. Bardzo praktyczny, w swym uroku. Bo czyż nie odczuwa się niejakiego "komfortu psychicznego", jeśli się posiada informację, cały czas zaktualizowaną, ile tabaki nam jeszcze zostało. Jest to zapewne niezbity atut tego "snuff box". Ozdoba graficzna zamyka się, na jednej naklejce w kolorze czarno - białym. A na niej: informacja o producencie, tytoniu i imieniu tej tabaki, a że to Holandia mamy w prezencie maluteńką grafikę wiatraku. Do tej pory nie ukrywając, pisałem w superlatywach o tym cudeńku. Pora jednak na pewną dozę krytycyzmu, by obiektywizmem się naznaczyć.
Tabakierka składa się z dwóch części. Możemy je sobie nazwać po imieniu. Pierwsza, czyli dolna część - to pojemnik na tabakę. Druga - górna, to system otwierania jej. Budowa jak to mówią robotnicy: "łopatologiczna". Dwie części oczywiście są "połączone" ze sobą. Czemu użyłem cudzysłowie przy wyrazie: połączone? No, właśnie tu zaczyna się krytycyzm. Bo tak naprawdę są bardzo kiepsko połączone. W górnej części, jest osobny system otwarcia. Czyli w sumie są dwa. Bo można użyć docelowego, lecz także tego bardziej "niekonwencjonalnego", rozdzielając dwie części. A w praktyce wygląda to tak, że dziewięciu na dziesięciu tabaczników, otwiera przez przypadek, rozwierając dwie części, czyli inaczej jak zażyczył sobie konstruktor tej tabakiery. No cóż, gdyby części były lepiej ze sobą zespolone, wówczas większość z nas zastosowała by się do pierwotnego zamysłu. Ale, że jest inaczej, to wpierw otwieramy całość, zamykamy z powrotem (klnąc pod nosem), a następnie ostrożnie, otwieramy tak jak się winno. I tutaj trzeba znów powrócić do superlatywów, bo "super" widok nam się wyłania. Otwór przez który ma się sypać tabaka, po środku, na wzdłuż, jest podzielony taką kratką składająca się z plastikowych "pręcików". Coś w deseniu kratki ściekowej, tej znanej z ulic naszych polskich. Bardzo estetycznie i oryginalnie ów motyw wygląda. Reasumując fakty o tabakierce, trzeba niechybnie przyznać "pomysłowość" konstruktorom. A jeśli dołożymy do tego materiał, z jakiego pudełko jest wykonane, wówczas już całkiem zapomnimy o "denerwującym" zwyczaju rozdzielania się części. Użył bym i może na końcu, systemu oceniania jaki znamy ze szkół, lecz że są wakacje, pokuszę się o nie użycie tego systemu.
Tabaka nieprzeciętna zasługuje na uwagę, nieprzeciętnego niąchacza. Ale my się egoistycznie plamimy milordzie. Tak mój lordzie - masz nieodpartą rację.